Moje świadectwo ku wolności

Urodziłem się 10 kwietnia 1976 roku w godzinach przedpołudniowych w kochającej się rodzinie. Moje pierwsze przebłyski, obrazy w pamięci są z czasów, kiedy miałem trzy, cztery lata. Wtedy to doznałem w swojej świadomości miłość moich rodziców. Ich oddanie sobie i żywa wiara, codzienna modlitwa była moją pierwszą szkołą. Urodziłem się w rodzinie, której towarzyszyło cierpienie, z powodu wcześniejszego wypadku mojego ojca. Jego pracowitość i ofiarność stały się dla mnie wzorem do naśladowania. Kiedy on w nocy z bólu krzyczał, ja w sąsiednim pokoju płacząc kłóciłem się z Bogiem. Nie rozumiałem tego, a On wraz z biegiem moich lat, odkrywał przede mną Swoje otręby Miłości. Moje pragnienie poznania Go i doświadczenia towarzyszyły od lat mojego dzieciństwa. Jako kilkuletni chłopak służyłem Mu podczas codziennej Mszy św. Z czasem zacząłem poznawać zło: kłamstwo, które początkowo było dla mnie niezrozumiałe.

Byłem bardzo żywym dzieckiem i często nieznośnym. Moja mama, starsza ode mnie o 44 lata miała za swoje, kiedy dorastałem. Nieraz sprawiałem jej przykrość. W wieku mojego dorastania, buntu zacząłem łamać wszelkie schematy. A On cały czas był przy mnie. Po szkole podstawowej zdałem egzaminy do szkoły średniej – liceum, szkoły prowadzonej przez Franciszkanów. Wtedy będąc na wycieczce we Włoszech, w Asyżu podczas modlitwy przed grobem św. Franciszka, doświadczyłem Jego głos – powołania do bycia narzędziem w Jego ręku. Jak zdałem maturę z wyróżnieniem, mogłem pójść na każde studia. Matematyka, fizyka i inne nauki wydawały mi się proste. Złożyłem podanie do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych (tzw. OO.Franciszkanów) w Krakowie. Pojechałem tam do Prowicjałatu i otrzymałem zgodę. Byłem najradośniejszym człowiekiem na świecie, tak jakbym dostał się na Harvald. Poprosiłem Wikariusza Generalnego Zakonu, że jadę na wakacje do Kanady, mam trzymiesięczny bilet i czy mogę przyjechać dwa tygodnie później do Nowicjatu. Wyraził zgodę i dał mi swoje błogosławieństwo.

Po wakacjach, naładowany energią i radością, przybyłem do Nowicjatu do Kalwarii Pacławskiej, koło Przemyśla. Moje pierwsze minuty w Zakonie stały się moim pierwszym koszmarem. Przełożony zbeształ mnie, jakim prawem mogę spóźniać się do Zakonu. Żadne tłumaczenia nie pomogły. Odprawiłem sam sobie rekolekcje, a płacząc chciałem stąd uciekać jak najdalej. Ale na modlitwie poczułem Jego głos, „zostań pokaże ci więcej”. Zgłupiałem, czy ja miałem być jakimś królikiem doświadczalnym, dlaczego ja?! Krzyczałem do Niego, „Panie przecież wstąpiłem do Twojego Zakonu, oddałem się cały, całe moje serce i całą moją czystość, moją nienaruszoną seksualność. Cóż Ci mogę jeszcze dać z siebie, jak już nic nie mam.” Czułem się, jakby ktoś ciągle oblewał mnie zimną wodą z lodem, chciał zgasić moje oddane Mu serce. Tegoroczny ice bucket challenge, porównując do tamtych dni to sauna radości. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego niektórzy współbracia byli tak dwulicowi, że przed przełożonym stawali się jego pupilkami, a w pracach na gospodarstwie, klęli, aby przetrwać ten jedyny rok.  Moja prostota nie była niektórym na rękę. Jedynym pozytywnym świadectwem z tego roku, było kiedy jeden z kapłanów wyjeżdżając na wakacje, br. Łukasz Ryś uklęknął przed swoim przełożonym – gwardianem i poprosił o błogosławieństwo. W klasztornej rekreacji było nas trzech: ja, gwardian i on. Gwardian na początku zmieszał się, nie wiedział co robić, ale pobłogosławił. A jak pobłogosławiony wyszedł z rekreacji, ja krzyknąłem do niego, „ja też Cię błogosławię i udanych wakacji”. Pod koniec nowicjatu złożyłem roczne śluby zakonne: czystość, posłuszeństwo i ubóstwo. Chyba wbrew woli niektórych współbraci, którzy koniecznie chcieli, aby mnie wyrzucono. I tak minął mój pierwszy rok w Zakonie. Przyjechałem do Krakowa, do seminarium.

Zacząłem chłonąć naukę. Bo chciałem poznać Jego jeszcze lepiej. Dwa lata filozofii i wiele innych wykładów, ćwiczeń, stawały się przedsmakiem tego, co mnie później spotkało. Szukanie prawdy, pragnienie poznania doświadczałem na modlitwie i codziennej kontemplacji. Niestety nie byłem tu także przez niektórych zrozumiały. A ich obłuda i kłamstwo kłóciło się z Jego Ewangelią. Zacząłem poznawać więcej, setki godzin spędziłem w Bibliotece Jagiellońskiej, która stała się moim drugim domem. Nawet miałem swój tam mały kącik, mimo że nie byłem doktorantem, miałem swoje miejsce. Tam właśnie poznałem pierwszą kobietę, którą pokochałem. Była studentką pierwszego roku filologii polskiej. Katarzyna, jej było na imię. Pomogłem jej zamówić książki przy komputerze i tak się rozpoczęło. Nasze przyszłe spotkania i rozmowy ubogacały mnie w inne piękno. Będąc na trzecim roku studiów teologicznych w seminarium, kłóciły się we mnie  te dwa fakty. Chodziłem wszędzie, do mojego rektora, wychowawcy, ojca duchowego, aby mi pomogli. Kilka razy w tygodniu spowiadałem się, prosząc Boga o dar zmiany. Nie chciałem mojego Boga, zdradzić i ani Go oszukać. I to dzięki Niemu i jej dalej zachowywałem swoją czystość w sferze seksualnej, ale niestety nie w duchowej. Bracia mi nie pomogli, szukałem odpowiedzi w Klasztorze Kamedułów na Bielanach. Ale nikt z nich nie mógł mi odpowiedzieć logicznie na zadawane moje pytania i wątpliwości. Czy ja byłem jakimś innym? Czy tylko jak odczuwam pragnienie bycia kochanym? Bo tej miłości w życiu braterskim nie doświadczyłem. Nie chciałem ją ani siebie ranić i podjęliśmy decyzję, aby więcej nie spotykać się. Przełożeni w Zakonie, powiedzieli mi, że nie mam powołania do bycia kapłanem i zakonnikiem. A ja na nocnych modlitwach płakałem do Niego, dlaczego On mnie oszukał, skoro mnie powołał, jak On sam mi to mówił. Skoro mówili mi, że nie mam powołania, a wmawiali mi, że ich wola jest Twoją, czy to wszystko ma jakiś sens? Rektor napisał list do Kardynała, aby mnie przyjęli na studia świeckie teologiczne w Papieskiej Akademii Teologicznej. Bo nie przyjmowali tam ex-kleryków. Zostałem przyjęty na PAT, abym mógł dalej studiować, już poza Zakonem.

A ja dalej nie rozumiałem i jeszcze bardziej zanurzyłem się w szukaniu Jego, ale także w oparciu o naukę. Moją kochanicą były książki, a kochanką wiedza, którą mi On objawiał. I znów na mojej drodze weszła ta sama kobieta, która dalej ukazywała mi Jego piękno. Zacząłem poznawać inne religie, filozofie. Interesowałem się wieloma tematami, dlaczego tak wielu ludzi wchodzi w magię, w horoskopy, różdżkarstwo, homeopatię i inne demoniczne i niezrozumiałe czynności. Spotykałem się z wieloma ludźmi, którzy to praktykowali. I tak zacząłem pisać w między czasie moją pracę magisterską „Astrologia w New Age”, bo główne moje dzieło liczące setki  stron dotyczyło czegoś innego. Zacząłem podważać systemy religijne poprzez dedukcję, prawa logiki i nauki interdyscyplinarne. Gdyby nie to, że w pokładach mej pamięci była pierwsza miłość rodziców, gdyby nie On, który prowadził mnie od maleńkiego, stałbym się największym w historii antyteistą. Wasze dzieci i wnukowie uczyliby się tez Paszyna, które niszczyłyby piękno stworzenia.  Darwin i jemu podobni, mogli być wtedy moimi przeciętnymi uczniami. A ewolucjonizm w mig obaliłem i zastąpiłem je swoimi tezami. Bo dziś ewolucjonizm nie wytrzymuje próby czasu i nauki współczesnej, i jest jego kpiną, to tak jakbym uczył swoje dzieci, że ziemia jest płaska, prostokątna i oparta na czterech krokodylach.  W swoim epilogu Stwórcę rzeczy widzialnych i niewidzialnych nazwałem Kreatorem Piękna. A ludzi skategoryzowałem w dwóch zbiorach. W jednym umieściłem Homo Sapiens Sapientis – ludzi mądrych, poszukujących sensu życia, otwartych na wiedzę i wiarę. A w drugim Homo Sapiens Stultus – ludzi głupich, próżnych, nie szukających sensu życia, zamkniętych na wiedzę i wiarę, fanatyków, będących karykaturą stworzenia, odmieńców. Granicą pomiędzy tymi zbiorami ustawiłem imperatyw kategoryczny, mówiąc potocznie – ludzką przyzwoitość. Na końcu dałem wszystkim nadzieję, że Chrystusowe zbawienie ludzkości raz dokonane i nieustannie się dokonywujące ma wymiar kosmiczny, czyli przerastające różne formy jego zrozumienia. Ale jak już napisałem to swoje dzieło, płakałem przez całą noc. Panie, któż to zrozumie. Nie chcę ludziom zabierać komfortu wiary i wielu złudzeń. Żeby było jasne, ja negowałem systemy religijne, nie Ewangelię.W konsekwencji mojego buntu, zniszczyłem wszystko, co napisałem. Prosiłem Go, Panie odbierz mi rozum, odbierz mi pamięć. Nie prześladuj mnie! Przestałem czytać i studiować książki. Niestety jak widać, po części, po tylu latach, nie da się tak łatwo zresetować człowieka. Mimo, że moja praca magisterska z astrologii została wyróżniona i doceniona, tak iż mogłem w szybkim tempie robić doktorat, nie dawało mi to żadnej satysfakcji. Na Akademii zapytałem, ale jak zrobię doktorat to będę mógł wykładać, bo wtedy jest jakiś sens. Niestety odpowiedzieli mi. Nie. Żeby wykładać na uczelni PAT, trzeba było być wtedy księdzem i to z dużymi plecami albo z dużą powierzchnią garba. Poszedłem studiować informatykę, bo to była najbliższa nauka teologii i najmniej zakłamana.

Jak wróciłem do Legnicy, zaraz po wyjściu z Zakonu, przeszedłem kolejne piekło. Ile osób z parafii odwróciło się ode mnie, zaczęli szemrać i plotkować na mój temat, tworzyć kłamstwa, że zostałem wyrzucony z Zakonu, bo dziecko zrobiłem itd itp. Jakby oni znali prawdę, to chyba by im serce pękło, ale z nienawiści do mnie? Cóż im zrobiłem?  Zanim zacząłem pracę w rodzinnym mieście, w Legnicy, jako nauczyciel religii i informatyki, poleciałem do Kanady i do USA, aby m.in. spotkać się i pożegnać z Katarzyną, dziękując za wszystko i przepraszając ją, że wolą Jego nie jest wspólne bycie. Ostatnie nasze spotkanie odbyło się  nad Niagarą po amerykańskiej stronie. Chciałem zakończyć pewien etap w życiu, by stać się wolnym i poszukującym dalej Jego woli.

I tak dzięki modlitwie i Jego woli znalazłem swoją drugą połowę mego człowieczeństwa – Agnieszkę – obecną moją żonę. I mija 10 lat wspólnej wędrówki ku Niemu!

Teraz mamy czworo dzieci, jesteśmy najszczęśliwszą i wolną Jego miłością rodziną. A wszystko co robimy, nawet najdrobniejszą rzecz robimy to na chwałę Pana. I mimo to jesteśmy największymi grzesznikami, bo akt miłości Boga wykracza poza wszelki opis i jego systematyzację.

Piszę to, abyście zaufali Jemu, nie mi! A jak mi nie dajecie wiary, to przypatrzcie się owocom mojej miłości w mojej rodzinie. Jeżeli tego nie zrozumiecie, to Wasze miejsce jest w tym drugim zbiorze.

Dziś obchodzimy Święto Niepodległości. Ale czy jesteśmy naprawdę wolni? Pomijając duchowy aspekt wolności, to zdajecie sobie sprawę, że tak słabej i tak biednej Polski nigdy nie było w jej historii. Kto za nią będzie walczył? Czym? Tylko nie mówcie mi o zaborach i 123 latach niewoli, tam ludzie mieli idee, twardy kręgosłup moralny, zdolni do poświęceń, a dziś …. .

[z ostatniego tygodnia]

Kilka dni temu jak wracałem z kościoła, z Mszy św. podszedłem do kilku kobiet, które stały na chodniku a znają mnie z widzenia z kościoła. Dając im swoją wizytówkę, grzecznie zapytałem. Zagłosujecie na mnie. Jedna odpowiedziała – nie. A dlaczego  – dopytałem. Bo Pan jest od Gowina. A Gowin, pański szef niczym się jeszcze nie wykazał. Na to odpowiedziałem. Ale moment, zjednoczyła się prawica i jestem na listach PiSu. A to nic nie szkodzi – odpowiedziała. To co mam zrobić, żeby Pani na mnie zagłosowała? Skakać, śpiewać, robić z siebie większego głupa. Kobieta odpowiedziała. Ja głosuję tylko na PiS, a Pan nie jest w PiSie. No to wkurzyłem się i jej trochę nagadałem. Nie jestem w PiSie bo to jest partia socjalistyczna, socjalna i jaki tu by nie użyć synonim znaczy to samo.  A to (socjalizm) jest sprzeczny z Biblią, z Ewangelią – nauką Chrystusa. Państwo nie ma prawa mi zabrać złotówkę, aby tę złotówkę dać drugiej osobie. Bo po pierwsze nigdy ta moja złotówka nie zostanie w pełni dana. Po drodze zjedzą ją podatki, koszty urzędników itd. W konsekwencji tego niby obdarowany (końcowy beneficjent)  otrzyma około 1/2 mojej złotówki.  Po drugie państwo nie wie gdzie i kiedy dać tę moją okradzioną złotówkę. Po trzecie, każde dłuższe wsparcie socjalne robi z człowieka nieroba. A każdy z nas jest stworzony do pracy – homo laborens. A po czwarte to wolny akt mojego serca podpowie mi, komu i ile dać tych złotówek. I ja w tym nie potrzebuję żadnych pośredników i tak pomagam innym i a jeszcze inni nie muszą o tym wiedzieć. Tego uczy mnie Chrystus. Mam nadzieję, że spojrzenie się nieco zmieni, bo pomagać trzeba, a szczególnie dzieciom, które powinny skupiać się na nauce a nie na szukaniu chleba.

I tak trwała dyskusja bez sensu, co Gowin, co Kaczyński. Ale pod koniec znowu nie wytrzymałem, jak zaczęła mi mówić, że PiS jest najlepszy, że zamach, biedny Lechu itd. Zapytałem ją jedną rzecz. Czy wie Pani, kto podpisał Traktat Lizboński, a przez to dokonał jeden z największych zdrad w historii Narodu Polskiego? Czy zdaje sobie Pani jakie będą w najbliższej przyszłości tego konsekwencję. Kto podpisał Gowin czy Kaczyński? Jedynym krokiem do zatrzymania tej zdrady, jest wygranie wyborów w następnym roku i zmiana Konstytucji. Ja sobie w życiu poradzę, wielu też, ale jeszcze wielu nie i to będzie holokaust na Narodzie Polskim! Nie wiem czy ta pani mnie zrozumiała, nie musi wcale na mnie głosować, ale to ona poniesie konsekwencje, oczywiście jak dożyje.

Na drugi dzień przyjechała znajoma z Wrocławia. Chce na mnie głosować. Ale hola hola, ja kandyduję na Radnego Legnicy nie do Europarlamentu jak w maju. Tak więc nie zagłosujesz, ale dzięki za wsparcie. Zaczęła mówić o nadziei i zapytała się, czy znam Franciszka Pałkę. Odpowiedziałem jej. Jakiś rzeźbiarz, obok mnie jest skwerek z jego nazwiskiem i zzieleniałym św. Franciszkiem. Pokazała mi zdjęcia na swoim telefonie komórkowym, mówiła, że są jakieś prorocze. A ja jej mówię, nie bądźmy naiwni. Chrystusa, jako Syna Bożego nie słuchali i nadal nie słuchają, to Paszyna grzesznika posłuchają? Zresztą teraz jestem tylko informatykiem. Jednym z wielu.

WP_20140930_008 WP_20140930_009

 

 

 

 

 

 

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.