Każdy z nas może zbłądzić

Dziś zakończył się w katolickim Kościele Synod o Rodzinie. Przyjrzyjmy się bliżej temu tematowi, gdyż rodzina z punktu rozwoju społeczeństwa, państwa jest najważniejsza. Każde państwo szanujące swoich obywateli chroni rodzinę i pomaga w jej rozwoju przez różne przywileje, np. rodziny wielodzietne w wielu krajach płacą mniejsze podatki albo państwo im pomaga w wychowaniu i kształtowaniu nowych obywateli przez zasiłki i szereg ulg.

Dlaczego hierarchia katolickiego kościoła podejmuje tematy o rodzinie? Dlaczego celibatariusze chcą o rodzinie dyskutować? Mimo, że pochodzą z rodzin, nie tworzą rodzin, w którym rodzi się nowe życie. Na podobnej zasadzie jak ja, jestem ojcem i mężem, tworzę rodzinę i też mam prawo mówić o tym, co dzieje się dobrego i złego w hierarchicznym katolickim kościele. Tworzymy powszechny Kościół. Wszyscy ochrzczeni tworzymy wielką rodzinę jaką jest chrześcijaństwo.  Razem wspólnie poznajemy tę samą Ewangelię, różnie doświadczamy tego samego Chrystusa. I w tej całej różnorodności jest piękno tego powszechnego Kościoła.

Synod to inaczej zebranie przedstawicieli członków Kościoła na jakieś konkretne tematy i zagadnienia. Kto jest członkiem kościoła – każdy ochrzczony. Nie musi być to tylko biskup i ksiądz, mogę być ja i Ty – członek rodziny.

Dziwne jest to, że na Synodzie o rodzinie zabrakło przedstawicieli chrześcijańskich rodzin: ojców i matek, mężczyzn i kobiet. Prawie 200 biskupów z całego świata dyskutowało w Watykanie o współczesnych wyzwaniach Kościoła katolickiego związanych z rodziną, ale bez rodziny. Obrady Synodu trwały blisko dwa tygodnie. Precedensem stało się jednak, że po raz pierwszy w historii została przeprowadzona ankieta wśród wiernych, która poprzedziła dyskusję na Synodzie. Jest to fakt godny odnotowania, ale jeszcze za mało na tezę, która ma dowieść, że kościół katolicki = powszechny. Powszechność (katolickość) polega na tym, że członkowie kościoła pochodzą ze wszystkich narodów, że Kościół Chrystusa jest otwarty dla każdego. Nie istotne jest, kim jesteś i skąd pochodzisz. Powszechność to akceptacja różnorodności. Chrystus zaprasza do swojego Kościoła każdego z nas, bez wyjątku. Kościół katolicki nie jest tylko polski. Kościół katolicki to nie tylko nauka polskiego papieża. Kościół katolicki jest jeden, święty, powszechny i apostolski. Chrystus zbudował swój Kościół na św. Piotrze, Apostole, który jako pierwszy  wyparł się Go i to trzykrotnie, czyli wiele razy. Opoką stał się słaby człowiek, który uciekł od swojego mistrza, który nawet nie był pod krzyżem konającego Jezusa. Dopiero Duch Święty uzdolnił go do działania i dawania świadectwa, o swojej słabości i grzechu, i wielkiej miłości Boga. Ewangelia Chrystusa jest ta sama, niezmienna od dwóch tysięcy lat, ale jeszcze nie jest odkryta przez wielu.  Ale jak już zostanie całkowicie odkryta, wtedy zbliżą się czasy ponownego przyjścia Chrystusa w chwale (Paruzja). Aby  dobrze odkryć Ewangelię nie wolno tam szukać siebie, swojego ego czy też poparcia swoich poglądów dla własnych, partykularnych celów. Zdolność odkrywania daje Duch Święty, który działa w Kościele powszechnym.

Ewolucja w Kościele ku prawdzie i miłości Chrystusa, w odkrywaniu niezmiennej i jednej Ewangelii, ukazuje cały dynamizm życia w relacji Boga, Jego Syna i Ducha Świętego. Stąd też dziś nikt z nas nie może powiedzieć, że „już poznaliśmy Ewangelię Chrystusa”.

W katolickim kościele będzie dużo zmian, ale fanatycy (ludzie zamknięci na Ducha Świętego, na dynamizm życia w wierze) nie znajdą tu swojego miejsca.

Wracając do tego Synodu, który dopiero jest pierwszym zaczynem zmian. Trzeba mieć na uwadze fakt, że obrady synodalne były zamknięte, jak zwykle, mimo że dotyczyły rodzin, życia ludzi świeckich, ale też dzięki papieżowi Franciszkowi dokument zostanie opublikowany, jak rzadko kiedy. Jest to pierwszy przełom, zrobienie pierwszej dziury w murze, który dzieli naszą doczesność od życia w chwale. Im więcej dziur w takim murze, tym więcej promieni i jasności w naszej doczesności.

Każdy z nas może zbłądzić. Słabość rzeczą ludzką, ale im więcej światła, tym większa siła w pokonywaniu każdej słabości. Brak światła Ducha Świętego powoduje w człowieku egoizm i pychę, który jest przyczyną powstania duchowych chorób i cierpień, a w konsekwencji może doprowadzić do całkowitego odrzucenia łaski Boga. Dlatego nie wolno trwać w grzechu, w słabościach i nie pracować nad duchowym rozwojem.

Jeżeli myślisz, że tylko polscy księża  czy biskupi mają rację, albo że my Polacy mamy rację, to jesteś  w błędzie. Pycha doprowadzi Cię do upadku. Ale proponuje Ci, idź do swojego proboszcza i zapytaj się tak po prostu, dlaczego w swojej parafii nie mogą służyć do Mszy św dziewczynki, nie mogą być ministrantkami? Takie dziecinne i proste pytanie sprawi wielu duże zakłopotanie.

A nie ma piękniejszego stworzenia niż kobieta. Ich macierzyństwo i poświęcenie mężowi i dzieciom przebija stokroć wszelkie powołania kapłańskie czy zakonne. Jedyne powołanie jakie istnieje to, że Bóg powołuje każdego człowieka do życia w miłości. Jeżeli ktoś Ci mówi, że istnieje powołanie do zakonu, do kapłaństwa, to zapytaj się jego, dlaczego Bóg teraz tak mało ludzi powołuje, czyżby się na nas pogniewał? Kiedyś powoływał setki a teraz tylko jednostki?

Nie będę pisał o swoich poglądach, bo niektórzy fanatycy, widzieliby Paszyna na palącym się stosie. Ale zasygnalizuję bardzo ważne jedno pojęcie, słowo „parezja” – z greckiego oznacza, mówić wszystko otwarcie, szczerze, to co myślisz i co czujesz.  Parezja jest proto paruzją, która przygotuje ludzkość przed przyjściem Chrystusa w chwale. Parezja jest narzędziem (kilofem), który będzie robił coraz więcej dziur w murze, aż do całkowitego zburzenia muru, który dzieli doczesność i wieczność.

Niestety część hierarchów kościelnych, głównie polskich, ale i nie tylko, chcą, aby ten mur tkwił pomiędzy Tobą a Bogiem przez cały czas. Dochodzi nawet do tego, że przeciwstawiają się papieżowi i nie pozwalają mu działać pod natchnieniem Ducha Świętego. A co z dogmatem o nieomylności papieża w sprawach wiary i obyczajów? Jeżeli papież chce dopuścić osoby ze skłonnościami homoseksualnymi czy ludzi rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach do sakramentu pokuty i Eucharystii, to gdzie ich posłuszeństwo? Nie mówiąc nawet, że Ewangelię znają wybiórczo i tylko pod siebie.

Dam tylko jeden przykład (a ich jest wiele), cytat z Ewangelii św. Jana, rodz. 8.

Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich.  Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego:   Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie.   W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?   Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi.   A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień.   I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi.   Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku.   Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?   A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.

Co mówi ten tekst, jaka jest jego egzegeza, interpretacja wg Paszyna.  1. Zanim Jezus poszedł w Szabat do synagogi nauczać, to najpierw poszedł na Górę Oliwną, na spotkanie ze swoim Ojcem = Czyli jeżeli jesteś nauczycielem, kapłanem, kaznodzieją i chcesz wygłosić Słowo Boże w kościele, to najpierw zanim napiszesz sobie na kartce swoje przemyślenia, to idź uklęknij przed Panem i módl się do Ducha Świętego, aby Twoja homilia, Twoje słowo nie było Twoje, lecz Jego.  2. Wtedy ludzie poznają, że Ty nie jesteś w centrum, lecz On. To zobaczysz, że Twój mało zaludniony kościół z czasem będzie przepełniony. Ludzie sami przychodzić będą, jak zobaczą, że Ty sam żyjesz słowem Jego. 3. Nawet jak niektórzy będą chcieli Cię podstępnie na czymś przyłapać lub oskarżyć. Nic Ci się nie stanie, bo z Tobą jest On. 4. On Cię uzdolni w Swoje dary, tak, że jak przyjdzie do Ciebie największy grzesznik albo człowiek, który zbłądził i chce zmian w swoim życiu, pomożesz mu, a w imię Jego odpuścisz mu grzechy i wzmocnisz go duchowym pokarmem. 5. Dla wielu najważniejsze jest w tym tekście zaspokojenie swojej ciekawości, co Jezus rysował, pisał na piasku. Nie tędy droga, to jest najmniej istotne. Chrystus pokazał tym czynem, że w Szabat, gdzie wszystko było zabronione (kamieniowanie, jakakolwiek czynność, nawet rysowanie kijem po piasku), złamał zasadę żydowską. Zrobił to w odpowiedniej kolejności. Najpierw złamał zasadę najmniej istotną, aby powoli przygotować ludzi, ich mentalność do coraz większych zmian. On jako pierwszy swoją ofiarą na krzyżu udowodnił jak można rozwalić mur pomiędzy Nim a człowiekiem, pomiędzy Miłością a grzechem.

Kiedyś jak byłem klerykiem w Zakonie Braci Franciszkanów Krakowie, idąc krużgankiem w klasztorze, zaczepiła mnie nieznajoma kobieta. Była bardzo roztrzęsiona, zdenerwowana i plącząc prosiła mnie o rozmowę. Z góry powiedziałem jej, że nie jestem jeszcze kapłanem i nie mogę spowiadać, jedynie mogę wysłuchać czy pomóc w inny sposób. Usiedliśmy na ławce na klasztornych krużgankach. Zaczęła opowiadać swoje życie, wymieniać swoje grzechy, problemy. Mówiła i mówiła, a ja ją słuchałem. Opowiadała, że bił ją pierwszy mąż i znęcał się nad nią psychicznie, że później odeszła od niego do innego mężczyzny, a on dalej nie przestawał ją prześladować. Ona zwierzała się, wyrzucała z siebie, a ja ją słuchałem i w duchu modliłem się za nią. Na końcu rozmowy, głównie jej monologu, jak poczuła większa ulgę, okazała spokój i opanowanie. Wtedy jej powiedziałem. „Proszę Pani, jestem tylko klerykiem i młodym franciszkaninem, ale Pani ukazała mi wszystkie swoje problemy, z całego życia. Cóż mogę Pani ofiarować, modlitwę. Zaraz zacznie się Msza św. proszę pójść na nią, szczerze żałować i przyjąć do swojego serca Eucharystię.” Odpowiedziała „Proszę Brata, jestem rozwiedziona i nie mogę”. Odpowiedziałem jej. „Czy to Pani wina, że pierwszy mąż pił i bił Panią. Nie. A chce Pani mieć siłę, aby przeciwstawić się złu?” Odpowiedziała. „Tak chcę”. Na to ja. „Proszę iść na Mszę św. szczerze żałować za wszelkie grzechy, zrzucić je na Jego krzyż i przyjąć do swojego serca Jezusa – Komunię św. On Panią umocni. A w przyszłości proszę podejść do kapłana i opowiedzieć mu o tym, jakby co, to proszę nie obwiniać siebie, tylko wszystko zwalić na mnie. Przyjdą takie czasy, że będzie Pani mogła normalnie spowiadać się i przyjmować Eucharystię do swojego serca. Szczęść Boże.” Uradowana i z zapałem pobiegła i bocznym wejściem, prosto z krużganek weszła na właśnie rozpoczynającą się Mszę św.

Wtedy nie wiedziałem, że za kilka lat, już poza Zakonem, poznam moją obecną żonę i będę z nią najszczęśliwszym, tworząc wspaniałą, wielodzietną rodzinę. Każdy z nas jest niepowtarzalny i wyjątkowy, każdy z nas ma swoją życiową drogę. Kiedy będziesz najbardziej szczęśliwym i radosnym, kiedy będziesz szczerze modlił się, aby w Twoim życiu zagościła wola samego Boga. On wie najlepiej, co jest dla Ciebie dobre. Wtedy Duch Święty będzie Cię prowadził, tylko potrzeba cierpliwości.

Każdy z nas może kiedyś zbłądzić czy upaść. Jeszcze nigdy nie spotkałem herosa w tych sprawach, nawet siebie samego. Ale najgorsze jest trwanie, stagnacja w grzechu, w swojej słabości i brak jakiejkolwiek świadomości. A jeszcze gorsze jest udawanie, że nie ma problemu, chowanie wszystkiego pod dywan. Obłuda i bycie hipokrytą. Chrystus chce tylko Twojej szczerości, On dalej pokieruje Tobą, tylko Jemu zaufaj, nie sobie. Jezu ufam Tobie!