Świadectwo

Paszyn_WawaCzterdzieści lat minęło jak pół dnia i zmierza ku wielkiej, obfitej uczcie Pana, ku wieczerzy i blasku chwały Zmartwychwstania.

Życie zaczyna się po czterdziestce… Dlatego chciałbym podzielić się z Wami ponownie świadectwem mojego powołania ku prawdzie do Miłości!

Bo wielu z Was nie żyje swoim życiem tzn. nie dostrzega belki (winy, ułomności, grzechu) w swoim oku, ale żyje sensacjami, życiem innych ludzi, szybko dostrzegając nawet najmniejszą drzazgę (jakikolwiek błąd czy potknięcie). Czyż sprawia Wam to radość i prowadzi Was ku dobru?  Nie tędy droga!

Jak już kiedyś pisałem, urodziłem się dokładnie 40 lat temu, 10 kwietnia 1976 roku, przyszedłem jako wielka niespodzianka moich rodziców: mamie (44l.) i tacie (46l.)  Ich wierna i ofiarna miłość ku sobie i ku Bogu od najmłodszych lat uczyła mnie kochać. Cierpienie ojca (spowodowane wypadkiem przed moim urodzeniem) uczyło mnie cierpliwości i pokory, a całe moje myśli biegły ku Bogu, który mnie pociągał swoim Słowem w Piśmie Świętym. Jako kilkuletni chłopak, zaczytany Biblią pragnąłem, by poznać Tego, który cały czas chowa się przede mną. Od najmłodszych lat służyłem jako ministrant w swojej franciszkańskiej parafii, w której poznawałem charyzmaty św. Franciszka z Asyżu, zakon i jego braci. Na wakacjach w okresie szkoły podstawowej jeździłem co roku z moją mamą w jej rodzinne strony, w okolice Starego Sącza. Tam w przepięknej i malowniczej scenerii nad Dunajcem poznawałem pośród przyrody Tego, który mnie coraz bardziej urzekał, którego odkrywałem w lekturze Pisma Świętego i Eucharystii. Przychodził do mnie i uczył mnie, objaśniał mi to, co nie rozumiałem, ukazywał swoją miłość do mnie. To pierwszy Bóg ukochał mnie zanim ja przyszedłem na świat. To On dał mi łaskę wiary, a dzięki Duchowi Świętemu mogłem dzielić się Jego Słowem pośród innych. Z radością brałem Biblię i chodziłem po różnych sąsiadach, gdzie  dzieliłem się tym poznanym Słowem Bożym, tą Wielką Miłością, która nie jest poznana i nie jest kochana przez wielu ludzi. A oni o dziesiątki lat starsi ode mnie, setki razy bogatsi w doświadczenia o dziwo z zaciekawieniem słuchali mnie jako jedynasto, dwunasto czy trzynastoletniego  chłopca. Zawsze mnie uprzejmie przyjmowali i gościli.

Pewnego pięknego, pogodnego, letniego dnia przyszedł do mnie Ten, którego szukałem, który mnie urzekł i zauroczył, a którego chciałem najbardziej poznać.  Przyszedł i obdarzył mnie swoimi darami.  Moje żarliwe, młode, gwałtowne i czyste serce pragnęło tylko jednego – Miłości.

 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,  stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką  wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie  lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego,
nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość. /1Kor 13/

Jednak im starszy byłem to coraz bardziej przychodziła pokusa wstydu czy zniechęcenia. A Bóg dalej uczył mnie swoim Słowem.

Jeśli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie /Syr 2,1/

Nie wiedziałem wtedy jako mały chłopiec, o jakie doświadczenie chodzi. Ale byłem gotowy na wszystko, byle tylko i tylko On mnie prowadził, zaufałem całkowicie tej Miłości, która coraz bardziej odsłaniała mi dobro i zło, ukazywała mi różnorakie pokusy, którymi pomysłodawcami był sam szatan. Wiedziałem, że nie ma nic poza pełnym dobrem, Bogiem w Jezusie Chrystusie i pełnym jego brakiem, złem pochodzącym do Złego ducha, nieprzyjaciela natury i całego stworzenia. To doświadczenie mojej słabości, nauczyło mnie pokory i mocniej skierowało mój wzrok ku Chrystusowi Zmartwychwstałemu, by jeszcze więcej spotęgować chwałę Boga i miłość do Niego. Jak zacząłem dojrzewać zaczęły ukazywać się pokusy cielesne oraz odkrywałem pośród ludzi podstęp i obłudę. Jednak dalej pragnąłem iść śladami Jezusa. Wtedy odkryłem, że najbardziej bliskim Ewangelii jest Zakon Franciszkański. Charyzmaty Franciszka z Asyżu w oparciu o braterstwo, czystość, posłuszeństwo i ubóstwo były wtedy wg mnie jedyną drogą, na której mogłem choć w części odwzajemnić miłość Boga przez Jezusa do mnie. Po skończeniu katolickiego, franciszkańskiego liceum, po wakacjach które spędziłem u mojego brata i moich sióstr w Kanadzie, w czystości swego serca i ciała wstąpiłem do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych w Krakowie. Wtedy zacząłem dokładnie i dobitnie rozumieć o jakie chodziło przygotowanie mej duszy na doświadczenie. Gdy pojawiła się pierwsza dwójka w moim wieku, charyzmaty zakonne straciły swój wydźwięk, element grzeszności człowieka przeważał niż jakieś ideały i pragnienia. Coraz więcej mnie odpychało niż przyciągało do sposobu życia zakonnego. Słowa a życie rozmijało się. A Chrystus był cały czas ze mną i ukazywał mi życie swoje i innych, pełne grzechu niewierności wobec rad ewangelicznych (czystości, posłuszeństwa i ubóstwa).

Moja otwartość, szczerość i radość życia nie spotkały się z przychylnością wielu współbraci, ale kobiet, które On stawiał mi na mojej drodze. A ja całe swoje życie chciałem poświęcić Jemu i nauce o Nim, o naszej wspólnej miłości i wędrówce. Pragnąłem jak w chłopięcych latach przybliżać ludziom Jego postać, Jego nieskończoną miłość do nas. Chodziłem często na różne otwarte wykłady na Uniwersytecie Jagielońskim czy bardzo często i cyklicznie do Biblioteki Jagiellońskiej. I tam poznałem pierwszą dziewczynę, studentkę UJ – Katarzynę, która z czasem stała się częścią mojej miłości. Byłem rozdarty i bezradny. Cała moja pewność siebie z lat poprzednich legła w gruzach. Mój intelekt, całe rozumowanie nabrało innej jakości. Cóż ja przeżywałem przez wiele miesięcy, Bóg jedynie wie. Ileż nocy w łóżku a ile w kaplicy. Dwa światy. Ileż modlitw i wołań „Panie moje ciało płonie a moja świeca dymi!”.  Zadawałem wiele pytań innym współbraciom w Zakonie, chodziłem do przełożonego, ojca duchownego, rektora i innych o pomoc. Na moje pytania, wątpliwości, jak radzą sobie z seksualnością, ze ślubem czystości, nikt nie umiał mi wytłumaczyć, dać świadectwo pełne prawdy i miłości, najczęściej słyszałem „każdy sobie jakoś z tym radzi”.  A ja sobie nie radzę, jestem całkowicie bezradny, bo coraz więcej kobiet wokół mnie: studentki, siostry zakonne. Dlaczego? A ja nie chciałem żyć w kłamstwie, w grzechu, nie chciałem być hipokrytą. Wszystko robiłem, żeby zaprzestać. Zrywania, zaprzestanie spotkań, co tygodniowa spowiedź, cykliczna i częsta wizyta u różnych ojców duchowych w klasztorze Kamedułów czy innych nie pomagało.

Bóg ukazywał mi moje braki, a szatan szydził ze mnie. Czyż tak miała wyglądać moja miłość do Niego? Moje wyobrażenia z młodości stały się niepojęte. Wyrzucałem sobie, że mogłem prosić Boga nie o dar miłości, ale o dar życia w czystości, posłuszeństwie i ubóstwie. Wtedy przyszedł do mnie i powiedział „pragnę Cię, takim jakim jesteś”.  Cała moja wiedza, moja mądrość stała się moją głupotą. Zostałem całkowicie ogołocony. Kolejne słowa „żyj moją wolą” kilka tygodni później urzeczywistniły się, kiedy śluby tymczasowe wygasły a Zakon przeniósł mnie na świeckie studia teologiczne. Ileż się wtedy z Nim wykłóciłem, zacząłem walczyć, wyć jak niemowlę o mleko. Zacząłem podważać wszystko, całe jego Słowo całym swym intelektem.  A On jeszcze bardziej był ze mną. Mówił mi „kocham Cię” i okazywał mi swą niespodziewaną miłość. Gdy podważyłem w swych wielu tezach ewolucjonizm i judeochrześcijaństwo, pozostała tylko Jego miłość. A ja tylko tego pragnąłem. Pragnąłem kochać szczerze całym sobą i być jeszcze mocniej kochanym. Po kilku latach przebywania w Krakowie i częstych wyjazdach po Europie i Ameryce Północnej. Wróciłem do Legnicy, do moich rodziców, do cierpiącego kochającego ojca, zerwawszy ze wszystkim, z Zakonem, ze wszystkimi kobietami, z całym swym doświadczeniem, by przeżyć kolejne doświadczenie. Ileż to nasłuchałem się nieprawdziwych i fałszywych zdań o mnie od ludzi, którzy chodzą do kościoła, od rodziny, która upatrzyła sobie we mnie baranka ofiarnego. To nie była ich miłość tylko egoizm. Nie umieli zrozumieć, że życie pełne miłości, pokoju i dobra jest tylko wtedy, kiedy człowiek pełni wolę samego Boga, samej Wielkiej Miłości.

Bóg nauczył mnie kochać każdego człowieka, nawet tego, który okazuje swą zazdrość, swą zawiść względem mnie. Nauczył mnie kochać każdego człowieka.

Dzięki Niemu niespodziewanie poznałem we „wrocławskiej szufladzie” kobietę mojego życia – Agnieszkę. Po pierwszym spotkaniu wróciwszy do hotelu prosiłem Go w modlitwie. Po roku w Boże Narodzenie, została moją żoną, to dzięki Niemu i dzięki niej mam cztery wspaniałe i niepowtarzalne córki, piękne stworzenia na Jego obraz i podobieństwo. Kobiety, które mnie otaczają swoją pięknością i miłością. Cóż mi pozostało, tylko je szalenie kochać i kochać.

Dziękuję Ci Panie, za moje kobiety, Ty mnie uraczyłeś największym szczęściem i pięknością. Nic nie ma piękniejszego niż ostateczny Twój wytwór całego stworzenia jakim jest kobieta. Ty mnie nauczyłeś, że kobieta jest o wiele godniejsza Twej miłości niż ja, że kobieta w niczym nie jest gorsza ode mnie, lecz upiększa i współtworzy życie.

Każdy z nas ma tylko jedno swoje życie, dzięki miłości przyszliśmy na świat, czynić go coraz piękniejszym i doskonalszym. Tę bezinteresowną miłość na początku daje nam sam Bóg (światłość przechadzająca się po pięknym i wspaniałym ogrodzie z drzewem życia i drzewem poznania dobra i zła – Eden). Daje nam tę miłość w naczyniu glinianym. Człowiek musi tę miłość pielęgnować, dbać o nią i nie może dopuścić do sytuacji, kiedy owe naczynie gliniane upadnie i rozleci się na drobne kawałki.  Bo miłość jest jak szklanka czy jak naczynie gliniane, która jak upadnie, rozpryśnie się na kawałki i nigdy sam nic nie zrobisz, aby uczynić ją taką samą.

Nie wierzysz w Boga, pełnię nieskończonej miłości?  To zróbmy eksperyment.

To weź szklankę  i upuść ją!   Zrobiłeś już to?!   Rozbiła się?  A teraz ją przeproś i zobacz czy się pozbiera?

Jeżeli kogoś kochasz, jesteś mu zwyczajnie wierny i to nie jest jakiś heroizm. Czy chciałabyś być żoną człowieka, który Ciebie zdradza fizycznie i duchowo jest z inną kobietą?

Skoro poznałem i doświadczyłem Jezusa Chrystusa w swoim życiu, w swojej młodości, jakże miałbym Go zdradzić, nie żyjąc Jego wolą?  Jakże miałbym ślubować jako zakonnik ślub czystości, posłuszeństwa i ubóstwa a nie żyć tą Miłością? Czyż kobieta stoi na przeszkodzie pomiędzy mną a Nim? A skądże!!! To dzięki kobiecie świat staje się piękniejszy, to dzięki niej nieustannie odkrywam bogactwo życia i doświadczenia miłości. To kobieta uzupełnia moje braki i czyni mnie pełnym dziedzicem miłości Boga w Jezusie Chrystusie. To kobietom najpierw ukazał się Zmartwychwstały, bo one były zawsze z Chrystusem, były wierne i stały pod Krzyżem Chrystusa! To Maria Magdalena, która jako pierwsza z ludzi doświadczyła przejścia ze śmierci, niewoli grzechu do życia, stała się wierną służebnicą Pana, Apostołem Miłości. To ona  jako pierwsza przeżyła najobficiej i najowocniej pełnię Paschy. Ona była z Chrystusem na Ostatniej Wieczerzy, ona była i stała pod Krzyżem, ona pierwsza pobiegła do grobu, ona jako pierwsza ujrzała blask chwały Pana Zmartwychwstałego! I jeszcze śmiesz wątpić i umniejszać rolę kobiety?! A może tylko patrzysz na kobietę przez swój egocentryzm, przez swoją pychę, która służy do zaspokojenia swoich doczesnych potrzeb wyuzdanych przez grzech? Nie żyj swoją wolą, nie popełniaj błędów przeszłości, ale całkowicie zaufaj Chrystusowi pełniąc Jego wolę.

Jeżeli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! Będziesz zmartwychwstały wiecznie! To jest chrześcijaństwo.

To zadanie dla każdego człowieka, który chce przeżyć pełnię Paschy. To czas umierania dla świata, dla swojego ego a życia tylko w Chrystusie. Czas gęstnieje i przyśpiesza. Jeżeli Polacy nie ogłoszą Królem Polski Jezusa Chrystusa a ludzie nie przyjmą Go do swojego serca i umysłu, nie zaczną żyć Jego wolą – zginą wiecznie!

/Wszystko, co piszę na swojej stronie paszyn.pl pochodzi z natchnienia od Tego, który mnie powołał i pierwszy mnie ukochał, bym był najszczęśliwszy żyjąc Jego wolą pośród moich kobiet. Nie służy to mojej chwale i wyróżnieniu mojej osoby, ale służeniu Wam i prowadzeniu Was ku Niemu. Większość artykułów piszę w nocy, w wolnej chwili, piszę niedoskonale, nieraz popełniam błędy, ale to wszystko piszę od serca, z miłości do Was, byście zakochali się w samym Jezusie Chrystusie, żyli prawdą i miłością, a wtedy cały świat zyska, nauka i wiedza stanie się łatwiejsza a życie prostsze i piękniejsze. Wtedy umysł zacznie rozumować rzeczy, które były przez wiele lat niepojęte./

Ojcze nasz,
któryś jest w niebie:
1) święć się imię Twoje,
2) przyjdź Królestwo Twoje,
3) bądź wola Twoja jako w niebie,
tak i na ziemi.
4) Chleba naszego powszedniego
daj nam dzisiaj.
5) I odpuść nam nasze winy,
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.
6) I nie wódź nas na pokuszenie,
ale nas zbaw ode złego.

Amen.

zob. wcześniejsze:  http://paszyn.pl/swiadectwo-wolnosci/

Działam dalej, dla wspólnego dobra, dla siebie i Ciebie

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

Wiele osób pyta się mnie czy dalej będę działał. Mówią, że potrzeba innego, żwawszego, młodszego spojrzenia i działania dla dobra Polaków.

Tak, chciałbym działać dla dobra wspólnego, dla nas wszystkich, bo tworzymy jedną wielką wspólnotę, rodzinę w Polsce, w kraju tak bardzo niszczonym i dzielonym przez wąską i małą grupę ludzi, którzy mają w tym wielki interes.

Ale żeby działać, to potrzeba czasu i pieniędzy. Nie ukrywam, że po narodzeniu czwartej córeczki, teraz trudno znaleźć mi ten czas i te pieniądze. Wiecie, że te dwie kampanie finansowałem sobie bez żadnej pomocy innych osób, instytucji itd. To była misja, aby dać coś z siebie społeczeństwu. W konsumpcyjnym i egoistycznym świecie coraz mniej ludzi działa bezinteresownie i nie umie dawać z siebie, tylko brać, żądać i obrażać czy szydzić z innych wartości czy osób.

W mojej filozofii życia opartej, na ideach franciszkańskich i chrześcijańskich, ta wizja współczesności staje w opozycji i jest całkowicie sprzeczna.

Ostatnie, ubiegłoroczne doświadczenie zdobyte poprzez te dwie kampanie do Europarlamentu i Rady Miasta w Legnicy dużo pokazało mi i nauczyło mnie, jak trudno działać na gruncie społeczno-politycznym bez układów i bez demagogi i dawania obietnic bez pokrycia. Poznałem ludzi którzy mówią i myślą całkiem inaczej. Ale także poznałem ludzi wartościowych, którzy także chcą zmieniać i budować wspólną Polskę. Niestety, na listach wyborczych znajdowali się bliżej końca niż początku.

Nie mam zamiaru zmieniać barw partyjnych i przejść do PIS czy do PO. Ale niektórzy zachęcają mnie, aby działał w tych dużych partiach. Dla mnie one są jedynie korporacjami w dzieleniu i niszczeniu wspólnoty jakim są Polacy.  Panie i Panowie – kandydaci i obecni posłowie i senatorzy, sami siebie ustawiają na pierwszych miejscach na listach wyborczych i finansują swoje kampanie nie ze swojej kasy, tylko z pieniędzy podatników, z subwencji partyjnych. Sami ustanawiają sobie prawo wyborcze i inne ustawy, pod siebie. Nie ważne, że Polska bankrutuje i jest najsłabsza w swojej historii i najbardziej podzielona. Czyż należy ją dobić? Ich motto to: „Jakoś to będzie, oby mi było jak najlepiej”.

Najbardziej mnie irytowało, jak niektórzy z PIS łączą kampanie z kościołem. Kościół Chrystusa jest ponad wszystkie partie i ruchy czy filozofie. Kościół Chrystusa jest dla każdego człowieka. Tym bardziej niezrozumiałe jest to, że partia PIS ma szerokie podstawy socjalne, socjalistyczne, które są sprzeczne z tym, co głosił Chrystus – założyciel chrześcijaństwa. On mówił i głosił, że każdy człowiek otrzymał od Boga talenty, dary i przez ciężką i uczciwą pracę dla dobra swojego i drugiego buduje wspólnotę ludzi Chrystusowych. Przez dawanie z siebie, przez ofiarność, przez miłość realizowaną w rodzinie (w naturalnej wspólnocie) stajemy się Chrystusami. Ta droga jest wstępem do życia wiecznego i początkiem zrozumienia Ofiary jaką On dał z siebie na Krzyżu. Poczytaj sobie Biblię – Nowy Testament: Przypowieść o talentach – Mt 25:14-30, Przypowieść o robotnikach w winnicy – Mt 20:1-16.

Każdy, kto nie będzie przynosił owoców swojej pacy, dawania z siebie innym, doświadczy to, co spotkało drzewo figowe w przypowieści (Przywieść o drzewie figowym – Łk 13:6-9). I nie będzie ważne, że ty byłeś Prezydentem, Premierem, Posłem czy Prezesem, czy może Biskupem lub Księdzem.  I nie ważne, że byłeś bogaty czy biedny. Ważne, co dałeś z siebie, jakie owoce pozostawiłeś po sobie, do jakiego rozwoju przyczyniłeś się w budowaniu Ciała Chrystusowego, co zrobiłeś dobrego dla wspólnego dobra, dla drugiego człowieka. To jest początek zbawiania wszystkich ludzi. Ta droga, to jakbyś odnalazł perłę (Przypowieść o perle – Mt 13:45-46). To cel i szczyt człowieczeństwa, ale tylko dla ludzi mądrych, Chrystusowych (Przypowieść o pannach roztropnych i nierozsądnych – Mt 25:1-13)

Polska Razem jest najbliższa moim ideom, najbliższa filozofii chrześcijańskiej, najbardziej prawicowa. Potrzebujemy ludzi, którzy przez swoją rzetelną i uczciwą pracę przyczynią się do zmian, do budowania wspólnej Polski.

Celem Polski Razem jest jednoczenie Polaków, nie dzielenie.

W miarę możliwości czasu będę pisał na swojej stronie różne felietony czy artykuły o tematyce społecznej, politycznej, filozoficznej i teologicznej, nieraz kontrowersyjne, zmuszające do twórczego myślenia i dyskusji.

Zapraszam czasami w wolnych chwilach.

Moim celem jest POLSKA

Ostatnia prosta, mijam jeden zakręt, minę drugi zakręt a metą moją będzie Polska. Jej służba dla wszystkich Polaków. Drodzy Państwo przedstawiłem się Wam w maju, w listopadzie Wam się pokazałem. Ale to od Was zależy, czy chcecie mnie poznać. To Wasz głos w niedzielę zadecyduje. Chcę być dla Was. Chcę, abyście tylko Wy byli moimi recenzentami. Nasz kraj zasługuje na sprawne i silne rządy. Nie chcę tak samo jak Wy, aby nas bezkarnie w obliczu prawa okradano. Aby nas oszukiwano. Nie chcę karykatury Polski i ułudy wolności.

Obojętnie ile Waszych głosów zdobędę, dziękuje Wam za zaufanie. Będziecie kiedyś dumni z tego wyboru. Mimo wszystko już teraz, moralnie czuję się zwycięski. Całą swoją kampanię od maja do listopada prowadziłem jak najmniejszą ilością osób, które mi pomagały. Starałem się jak najwięcej robić sam. Całą tę kampanię finansowałem sobie z własnych, ciężko zarobionych pieniędzy. Nie ukradłem i nie zmarnowałem Waszej ani jednej złotówki. I chciałbym, aby tak wszyscy w przyszłości robili.

Aby ogród był piękny w polne, naturalne kwiaty, najpierw trzeba odchwaścić glebę, potem dać naturalny nawóz i zasiać wszystko od nowa. Jeżeli mój ogród będzie piękny, to z czasem i Wasze, każdego z osobna, będą jeszcze piękniejsze. Będziemy konkurentami piękna. Dlatego najważniejsze w życiu jest świadectwo, dawanie przykładu innym.

Jestem na listach PiSu – partii opozycyjno-wodzowskiej, złożonej z jednego generała i jednego pułkownika. I tylko Wy mi dacie dla nich argument, by dobiec do mety. Aby zostać Waszym ogrodnikiem. Wtedy sami zobaczycie, kto jest kim. Kto komu i na czym zależy.

Pierwszym oddechem dla Polski będzie odchwaszczenie dwuwymiarowe.

Po pierwsze będę domagał się likwidacji wszelkich subwencji, dotacji na partie. Wszelkie budżetowe dotacje na partie zaprzeczają sprawiedliwości społecznej. Dlaczego kandydaci na prezydentów, do sejmiku, rady miasta itd. mają robić swoją własną kampanię za nasze, budżetowe pieniądze. (zob. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/425724,rekordowe-dotacje-budzetowe-dla-partii-ile-dostaly-za-2012.html ) Nie godzę się na to! Wczoraj przed północą wyszedłem sobie na nocny spacer po moim rejonie, po drodze spotkałem swoich konkurentów do rady miejskiej od Korwina, którzy kleili swoje własne plakaty. Zacząłem z nimi rozmowę. Wiecie, co najbardziej podobało mi się. Ich zapał, wszystko robią sami, własnym kosztem, podobnie jak ja. Chcą podobnych zmian, tak jak ja. Dlatego w swoich haśle wyborczym najpierw umieściłem „czas na młodych”, które ma ukazywać chęć, zapał, świeżość, energię i ideały młodego człowieka, jeszcze nie do końca zniszczonego. Chciałbym, aby posłowie byli zawodowcami, profesjonalistami w tym, co robią dla ludzi, a nie jak większość, która traktuje bycie posłem jako coś dodatkowego.

Po drugie będę domagał się likwidacji dotacji na wszystkie religie. Każda religia w państwie, nawet ta jedyna i najświętsza, powinna rozwijać się samodzielnie, bez wsparcia finansowego ze strony państwa. Religia i państwo nie mogą wchodzić sobie w drogę, w swoje kompetencje. Z historii wiemy, że każda religia może doprowadzić do ruiny swojego państwa, a przez to samej siebie. Chrystus sam rozdzielił te dwie formy. Bogu oddawajcie, co Boskie, a Cesarzowi, co cesarskie. I nawet jakby aniołowie z nieba zstąpili i mówili Wam, co innego, to nie ma w nich prawdy, a pochodzą od Złego. Zawołajcie wtedy Paszyna, ja im zadam kilka pytań i pokażę, gdzie ich miejsce. Państwo ma zapewnić wolność religijną i wzajemną tolerancję, jest domem dla każdego. Religia ma zapewnić rozwój duchowy, a nie stagnacje. Nie znaczy to, że człowiek pobożny, religijny nie może być posłem itd. To nie znaczy, że w państwie nie może być religijnych szkół. Tu chodzi o rozdzielenie Chrystusowe. Kiedyś przyjechała do Kalwarii Pacławskiej, ówczesna Prezes NBP, pani Hania, pamiętam jak ona wtedy zachwalała Boga, była w jakiejś odnowie w Duchu Św. niektórzy zakonnicy, kapłani skakali przy niej jak przed obrazkiem. Ja ją obserwowałem i słuchałem z boku, dziwiłem się jej, że mówiąc to okłamuje samą siebie. To rzeczywiście wyższa szkoła jazdy, ale w odnowie ducha nieświętego. Dziś po kilkunastu latach, czy dalej ci kapłani będą tak przy niej skakać? Wielu tak, jak sypnie mamoną i to nieswoją. Każdy członek religii jest z natury zobowiązany do utrzymania swojej religii i to bez pomocy i pośrednictwa państwa. Od tego są tace, skarbony i inne pieniężne ofiary składane przez swoich wiernych. Każdy niech daje ile chce, ale sam bez przymusu. Religia, jej wybór musi opierać się na wolności, nie na przymusie. Dopiero wtedy zacznie działać w pełni Duch Święty. Czyż nie ja głoszę także Ewangelię Chrystusa? I to za darmo, bez tac i podawania nr konta. To co ma powiedzieć kapłan, który z tego żyje. Jeżeli coś jest niezgodne z Biblią to pokażcie mi, w czym się mylę. Bo przez ponad 10 lat mogło mi dużo rzeczy z mojej głowy wyparować. Czy zdajecie sobie sprawę, jakie poniesiecie konsekwencje za kłamstwa, zgorszenia i zdrady w sakramentalnym kapłaństwie czy małżeństwie. Albo może wiecie, że żadnych konsekwencji nie poniesiecie? Ja, jako wierzący i praktykujący katolik pragnę  rozwoju, żywego działania Kościoła dla dobra wszystkich! Jak patrzę na polityków, mieniących się katolikami w blaskach fleszy, to wszystkim szczerze współczuję.

Dalej sami zobaczycie…  W odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Polska potrzebuje radykalnych zmian. Polskę należy podnieść z kolan.

Drodzy Wyborcy pamiętajcie moje słowa „Istnieje tylko jeden szef: Wyborca. Może on zwolnić każdego, od prezydenta poczynając, przez skorzystanie z alternatywnej oferty”.

Trzeba zmienić ordynację wyborczą. Okręgi jednomandatowe są nadzieją na normalność.

Kempa z poparciem w Legnicy

Dzisiejszego popołudnia przyjechała do Legnicy posłanka Beata Kempa, aby udzielić oficjalnego poparcia kandydatom Solidarnej Polski i Polski Razem do rady miejskiej. Apelowała też o głosowanie na Wacława Szetelnickiego w wyborach prezydenckich. Dziękujemy Ci Beatko z Sycowa, że wstąpiłaś do piastowskiej, Naszej Legnicy.

kempa

 

Kurier Legnicki – kolejny wywiad

Zachęcam do zapoznania się z kolejną moją rozmową z dziennikarzem Kuriera Legnickiego.

http://kurier-legnicki.pl/2014/11/sprawdzamy-kandydata-do-legnickiego-samorzadu-pawel-paszyn-2/

– Analizując przebieg kampanii wyborczej można odnieść wrażenie, że wielu kandydatów nie ma programu, a inni mają jakieś wizje. Jak jest w pana przypadku?
– Mój program wyborczy opiera się na stałym kontakcie z mieszkańcami, także tymi, którzy nie chodzą czy nie pójdą na wybory głosować. I druga rzecz szybkie, skuteczne działanie, aby załatwiać interwencje obywateli nie po miesiącach biurokratycznych zabiegów, ale po jednym telefonie, piśmie czy wizycie.

– Proszę oczywiście o przykład.
– Często sprawy, które można załatwić od zaraz, od ręki są procedowane w urzędzie wiele miesięcy. Często jest tak np. z pomysłami legniczan, z ich inicjatywami. Słyszałem ostatnio, że kibice chcieli postawić tablicę informacyjną, gdzie mogliby się wymieniać informacjami. To zostało odrzucone, bo jest jedna przed urzędem. To kompromitacja władzy. A nawet działanie na niekorzyść lokalnej społeczności. Jeśli legniczanie wybiorą mnie na radnego zacznę od postawienia przynajmniej jednej tablicy informacyjnej w każdej dzielnicy miasta, gdzie mieszkańcy będą mogli wieszać swoje ogłoszenia na każdy temat, choćby o oddaniu niepotrzebnych mebli albo warzyw czy owoców w ogródka, bo mają ich za dużo. A może ktoś szuka pracy lub chce ją zaoferować. Takie i wszelkie inne informacje mogłyby się tam znaleźć i poprzez takie małe przedsięwzięcie tworzyć lokalną społeczność z kilku ulic czy dzielnicy.

– To banalne.
– Tak, ale z realizacją takich banalnych rzeczy w Legnicy są kłopoty, bo odnoszę wrażenie, że wszystkie pomysły jakie powstają poza Urzędem Miasta są w nim torpedowane. Może dlatego, że władza boi się przyznać, iż to często legniczanie ? jej suweren ? ma lepsze pomysły niż ona sama.

– To ostra krytyka. To mocne słowa. Proszę choćby o jeden przykład.
– Proszę bardzo. Na Zakaczawiu funkcjonowała inicjatywa obywatelska dzięki, której powstała drużyna piłki nożnej. A powstała bez żadnej pomocy urzędu, tylko dzięki legniczanom. Niestety z Urzędu Miasta ta inicjatywa nie miała żadnego wsparcia, nawet kilku tysięcy złotych dotacji. A takie przedsięwzięcie należałoby ozłocić. A już na pewno je wspierać, choćby poprzez taką dotację.

– A inne pomysły.
– Nie jestem radykałem, raczej centrowcem i lubię realizować zdroworozsądkowe pomysły. Na przykład ostatnio niektórzy z kandydatów chcieliby wprowadzić całkowicie darmową komunikacje miejską. Ale Legnicy na to nie stać. Zamiast tego proponuję wprowadzić darmową komunikację miejską we wszystkie państwowe i kościelne święta. To kilkanaście dni w roku, a więc strata będzie niewielka, a udogodnienia dla mieszkańców i przyjezdnych duże, będą mogli w wolne dni zwiedzać różne zakątki naszego miasta.

– To chyba niewiele.
– Pomysłów jest dużo. Choćby organizacja, utworzenie legnickiego stowarzyszenie, które będzie wspierać rodziny. Zarówno te wielodzietne, jak i z jednym czy dwojgiem dzieci. W ten sposób chcę pomóc w realizacji polityki prorodzinnej w Legnicy, bo brakuje tutaj tego, choć wszyscy o tym mówią. Być może dzięki takiemu stowarzyszeniu udałoby się wspierać politykę prorodzinną bez korzystania z budżetu miasta. Dlatego zamierzam ją wspierać z gronem przyjaciół, a także innych legniczan, którzy będą się do nas chcieli przyłączyć. Jak pan widzi pomysłów jest wiele. I są różne, bo dotyczą wielu sfer życia. Zaś na teraz to chciałbym, aby nasze władze miejskie przyjrzały się problemowi powiększającej się plagi szczurów w naszym mieście. Problem ten narasta, a nikt o nim nie mówi. A to dzięki ustawie śmieciowej, braku publicznych toalet, brudnemu miastu i coraz bardziej powiększającemu się ubóstwa. Na początek niech zaglądnie do starej, opuszczonej fabryki fortepianów i pianin. Na początek tyle wystarczy.

– Rozumiem, że są to powody do startu w wyborach.
– Oczywiście, że tak. Także i to, iż startowałem w wyborach do Parlamentu Europejskiego i jako osoba, która nikomu nie jest znana otrzymałem 512 głosów, za które bardzo dziękuję. Ci ludzie obdarzyli mnie zaufaniem, zaakceptowali moje poglądy i uznali za słuszne cele jakie sobie wyznaczam. Dlatego niejako powinienem startować do samorządu, aby być ich przedstawicielem, ich rzeczywistym głosem.

– Proszę więc o ich przedstawienie.
– Uważam, że gospodarka wolnorynkowa z gwarancją państwa to najlepsze rozwiązanie teraz dla Polski. Pomoc państwa i uproszczenie wszelkich procedur przy zakładaniu i prowadzeniu przedsiębiorstwa to niezbędne warunki. I można zapytać ? gdzie jest przyjazne państwo? Następny element to zlikwidowanie terroru urzędniczego, tak aby Polacy mieszkający w swoim kraju nie czuli się jak w matrixie. Kolejna sprawa to ujednolicenie podatków, aby zachęcać do rozwoju polskich przedsiębiorców i tworzenia nowych miejsc pracy, a nie dodatkowo ich obciążać przez kolejne podatki czy utrudnienia formalno ? prawne.

– Dziękuję bardzo za rozmowę.
– Dziękuję.

Moje świadectwo ku wolności

Urodziłem się 10 kwietnia 1976 roku w godzinach przedpołudniowych w kochającej się rodzinie. Moje pierwsze przebłyski, obrazy w pamięci są z czasów, kiedy miałem trzy, cztery lata. Wtedy to doznałem w swojej świadomości miłość moich rodziców. Ich oddanie sobie i żywa wiara, codzienna modlitwa była moją pierwszą szkołą. Urodziłem się w rodzinie, której towarzyszyło cierpienie, z powodu wcześniejszego wypadku mojego ojca. Jego pracowitość i ofiarność stały się dla mnie wzorem do naśladowania. Kiedy on w nocy z bólu krzyczał, ja w sąsiednim pokoju płacząc kłóciłem się z Bogiem. Nie rozumiałem tego, a On wraz z biegiem moich lat, odkrywał przede mną Swoje otręby Miłości. Moje pragnienie poznania Go i doświadczenia towarzyszyły od lat mojego dzieciństwa. Jako kilkuletni chłopak służyłem Mu podczas codziennej Mszy św. Z czasem zacząłem poznawać zło: kłamstwo, które początkowo było dla mnie niezrozumiałe.

Byłem bardzo żywym dzieckiem i często nieznośnym. Moja mama, starsza ode mnie o 44 lata miała za swoje, kiedy dorastałem. Nieraz sprawiałem jej przykrość. W wieku mojego dorastania, buntu zacząłem łamać wszelkie schematy. A On cały czas był przy mnie. Po szkole podstawowej zdałem egzaminy do szkoły średniej – liceum, szkoły prowadzonej przez Franciszkanów. Wtedy będąc na wycieczce we Włoszech, w Asyżu podczas modlitwy przed grobem św. Franciszka, doświadczyłem Jego głos – powołania do bycia narzędziem w Jego ręku. Jak zdałem maturę z wyróżnieniem, mogłem pójść na każde studia. Matematyka, fizyka i inne nauki wydawały mi się proste. Złożyłem podanie do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych (tzw. OO.Franciszkanów) w Krakowie. Pojechałem tam do Prowicjałatu i otrzymałem zgodę. Byłem najradośniejszym człowiekiem na świecie, tak jakbym dostał się na Harvald. Poprosiłem Wikariusza Generalnego Zakonu, że jadę na wakacje do Kanady, mam trzymiesięczny bilet i czy mogę przyjechać dwa tygodnie później do Nowicjatu. Wyraził zgodę i dał mi swoje błogosławieństwo.

Po wakacjach, naładowany energią i radością, przybyłem do Nowicjatu do Kalwarii Pacławskiej, koło Przemyśla. Moje pierwsze minuty w Zakonie stały się moim pierwszym koszmarem. Przełożony zbeształ mnie, jakim prawem mogę spóźniać się do Zakonu. Żadne tłumaczenia nie pomogły. Odprawiłem sam sobie rekolekcje, a płacząc chciałem stąd uciekać jak najdalej. Ale na modlitwie poczułem Jego głos, „zostań pokaże ci więcej”. Zgłupiałem, czy ja miałem być jakimś królikiem doświadczalnym, dlaczego ja?! Krzyczałem do Niego, „Panie przecież wstąpiłem do Twojego Zakonu, oddałem się cały, całe moje serce i całą moją czystość, moją nienaruszoną seksualność. Cóż Ci mogę jeszcze dać z siebie, jak już nic nie mam.” Czułem się, jakby ktoś ciągle oblewał mnie zimną wodą z lodem, chciał zgasić moje oddane Mu serce. Tegoroczny ice bucket challenge, porównując do tamtych dni to sauna radości. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego niektórzy współbracia byli tak dwulicowi, że przed przełożonym stawali się jego pupilkami, a w pracach na gospodarstwie, klęli, aby przetrwać ten jedyny rok.  Moja prostota nie była niektórym na rękę. Jedynym pozytywnym świadectwem z tego roku, było kiedy jeden z kapłanów wyjeżdżając na wakacje, br. Łukasz Ryś uklęknął przed swoim przełożonym – gwardianem i poprosił o błogosławieństwo. W klasztornej rekreacji było nas trzech: ja, gwardian i on. Gwardian na początku zmieszał się, nie wiedział co robić, ale pobłogosławił. A jak pobłogosławiony wyszedł z rekreacji, ja krzyknąłem do niego, „ja też Cię błogosławię i udanych wakacji”. Pod koniec nowicjatu złożyłem roczne śluby zakonne: czystość, posłuszeństwo i ubóstwo. Chyba wbrew woli niektórych współbraci, którzy koniecznie chcieli, aby mnie wyrzucono. I tak minął mój pierwszy rok w Zakonie. Przyjechałem do Krakowa, do seminarium.

Zacząłem chłonąć naukę. Bo chciałem poznać Jego jeszcze lepiej. Dwa lata filozofii i wiele innych wykładów, ćwiczeń, stawały się przedsmakiem tego, co mnie później spotkało. Szukanie prawdy, pragnienie poznania doświadczałem na modlitwie i codziennej kontemplacji. Niestety nie byłem tu także przez niektórych zrozumiały. A ich obłuda i kłamstwo kłóciło się z Jego Ewangelią. Zacząłem poznawać więcej, setki godzin spędziłem w Bibliotece Jagiellońskiej, która stała się moim drugim domem. Nawet miałem swój tam mały kącik, mimo że nie byłem doktorantem, miałem swoje miejsce. Tam właśnie poznałem pierwszą kobietę, którą pokochałem. Była studentką pierwszego roku filologii polskiej. Katarzyna, jej było na imię. Pomogłem jej zamówić książki przy komputerze i tak się rozpoczęło. Nasze przyszłe spotkania i rozmowy ubogacały mnie w inne piękno. Będąc na trzecim roku studiów teologicznych w seminarium, kłóciły się we mnie  te dwa fakty. Chodziłem wszędzie, do mojego rektora, wychowawcy, ojca duchowego, aby mi pomogli. Kilka razy w tygodniu spowiadałem się, prosząc Boga o dar zmiany. Nie chciałem mojego Boga, zdradzić i ani Go oszukać. I to dzięki Niemu i jej dalej zachowywałem swoją czystość w sferze seksualnej, ale niestety nie w duchowej. Bracia mi nie pomogli, szukałem odpowiedzi w Klasztorze Kamedułów na Bielanach. Ale nikt z nich nie mógł mi odpowiedzieć logicznie na zadawane moje pytania i wątpliwości. Czy ja byłem jakimś innym? Czy tylko jak odczuwam pragnienie bycia kochanym? Bo tej miłości w życiu braterskim nie doświadczyłem. Nie chciałem ją ani siebie ranić i podjęliśmy decyzję, aby więcej nie spotykać się. Przełożeni w Zakonie, powiedzieli mi, że nie mam powołania do bycia kapłanem i zakonnikiem. A ja na nocnych modlitwach płakałem do Niego, dlaczego On mnie oszukał, skoro mnie powołał, jak On sam mi to mówił. Skoro mówili mi, że nie mam powołania, a wmawiali mi, że ich wola jest Twoją, czy to wszystko ma jakiś sens? Rektor napisał list do Kardynała, aby mnie przyjęli na studia świeckie teologiczne w Papieskiej Akademii Teologicznej. Bo nie przyjmowali tam ex-kleryków. Zostałem przyjęty na PAT, abym mógł dalej studiować, już poza Zakonem.

A ja dalej nie rozumiałem i jeszcze bardziej zanurzyłem się w szukaniu Jego, ale także w oparciu o naukę. Moją kochanicą były książki, a kochanką wiedza, którą mi On objawiał. I znów na mojej drodze weszła ta sama kobieta, która dalej ukazywała mi Jego piękno. Zacząłem poznawać inne religie, filozofie. Interesowałem się wieloma tematami, dlaczego tak wielu ludzi wchodzi w magię, w horoskopy, różdżkarstwo, homeopatię i inne demoniczne i niezrozumiałe czynności. Spotykałem się z wieloma ludźmi, którzy to praktykowali. I tak zacząłem pisać w między czasie moją pracę magisterską „Astrologia w New Age”, bo główne moje dzieło liczące setki  stron dotyczyło czegoś innego. Zacząłem podważać systemy religijne poprzez dedukcję, prawa logiki i nauki interdyscyplinarne. Gdyby nie to, że w pokładach mej pamięci była pierwsza miłość rodziców, gdyby nie On, który prowadził mnie od maleńkiego, stałbym się największym w historii antyteistą. Wasze dzieci i wnukowie uczyliby się tez Paszyna, które niszczyłyby piękno stworzenia.  Darwin i jemu podobni, mogli być wtedy moimi przeciętnymi uczniami. A ewolucjonizm w mig obaliłem i zastąpiłem je swoimi tezami. Bo dziś ewolucjonizm nie wytrzymuje próby czasu i nauki współczesnej, i jest jego kpiną, to tak jakbym uczył swoje dzieci, że ziemia jest płaska, prostokątna i oparta na czterech krokodylach.  W swoim epilogu Stwórcę rzeczy widzialnych i niewidzialnych nazwałem Kreatorem Piękna. A ludzi skategoryzowałem w dwóch zbiorach. W jednym umieściłem Homo Sapiens Sapientis – ludzi mądrych, poszukujących sensu życia, otwartych na wiedzę i wiarę. A w drugim Homo Sapiens Stultus – ludzi głupich, próżnych, nie szukających sensu życia, zamkniętych na wiedzę i wiarę, fanatyków, będących karykaturą stworzenia, odmieńców. Granicą pomiędzy tymi zbiorami ustawiłem imperatyw kategoryczny, mówiąc potocznie – ludzką przyzwoitość. Na końcu dałem wszystkim nadzieję, że Chrystusowe zbawienie ludzkości raz dokonane i nieustannie się dokonywujące ma wymiar kosmiczny, czyli przerastające różne formy jego zrozumienia. Ale jak już napisałem to swoje dzieło, płakałem przez całą noc. Panie, któż to zrozumie. Nie chcę ludziom zabierać komfortu wiary i wielu złudzeń. Żeby było jasne, ja negowałem systemy religijne, nie Ewangelię.W konsekwencji mojego buntu, zniszczyłem wszystko, co napisałem. Prosiłem Go, Panie odbierz mi rozum, odbierz mi pamięć. Nie prześladuj mnie! Przestałem czytać i studiować książki. Niestety jak widać, po części, po tylu latach, nie da się tak łatwo zresetować człowieka. Mimo, że moja praca magisterska z astrologii została wyróżniona i doceniona, tak iż mogłem w szybkim tempie robić doktorat, nie dawało mi to żadnej satysfakcji. Na Akademii zapytałem, ale jak zrobię doktorat to będę mógł wykładać, bo wtedy jest jakiś sens. Niestety odpowiedzieli mi. Nie. Żeby wykładać na uczelni PAT, trzeba było być wtedy księdzem i to z dużymi plecami albo z dużą powierzchnią garba. Poszedłem studiować informatykę, bo to była najbliższa nauka teologii i najmniej zakłamana.

Jak wróciłem do Legnicy, zaraz po wyjściu z Zakonu, przeszedłem kolejne piekło. Ile osób z parafii odwróciło się ode mnie, zaczęli szemrać i plotkować na mój temat, tworzyć kłamstwa, że zostałem wyrzucony z Zakonu, bo dziecko zrobiłem itd itp. Jakby oni znali prawdę, to chyba by im serce pękło, ale z nienawiści do mnie? Cóż im zrobiłem?  Zanim zacząłem pracę w rodzinnym mieście, w Legnicy, jako nauczyciel religii i informatyki, poleciałem do Kanady i do USA, aby m.in. spotkać się i pożegnać z Katarzyną, dziękując za wszystko i przepraszając ją, że wolą Jego nie jest wspólne bycie. Ostatnie nasze spotkanie odbyło się  nad Niagarą po amerykańskiej stronie. Chciałem zakończyć pewien etap w życiu, by stać się wolnym i poszukującym dalej Jego woli.

I tak dzięki modlitwie i Jego woli znalazłem swoją drugą połowę mego człowieczeństwa – Agnieszkę – obecną moją żonę. I mija 10 lat wspólnej wędrówki ku Niemu!

Teraz mamy czworo dzieci, jesteśmy najszczęśliwszą i wolną Jego miłością rodziną. A wszystko co robimy, nawet najdrobniejszą rzecz robimy to na chwałę Pana. I mimo to jesteśmy największymi grzesznikami, bo akt miłości Boga wykracza poza wszelki opis i jego systematyzację.

Piszę to, abyście zaufali Jemu, nie mi! A jak mi nie dajecie wiary, to przypatrzcie się owocom mojej miłości w mojej rodzinie. Jeżeli tego nie zrozumiecie, to Wasze miejsce jest w tym drugim zbiorze.

Dziś obchodzimy Święto Niepodległości. Ale czy jesteśmy naprawdę wolni? Pomijając duchowy aspekt wolności, to zdajecie sobie sprawę, że tak słabej i tak biednej Polski nigdy nie było w jej historii. Kto za nią będzie walczył? Czym? Tylko nie mówcie mi o zaborach i 123 latach niewoli, tam ludzie mieli idee, twardy kręgosłup moralny, zdolni do poświęceń, a dziś …. .

[z ostatniego tygodnia]

Kilka dni temu jak wracałem z kościoła, z Mszy św. podszedłem do kilku kobiet, które stały na chodniku a znają mnie z widzenia z kościoła. Dając im swoją wizytówkę, grzecznie zapytałem. Zagłosujecie na mnie. Jedna odpowiedziała – nie. A dlaczego  – dopytałem. Bo Pan jest od Gowina. A Gowin, pański szef niczym się jeszcze nie wykazał. Na to odpowiedziałem. Ale moment, zjednoczyła się prawica i jestem na listach PiSu. A to nic nie szkodzi – odpowiedziała. To co mam zrobić, żeby Pani na mnie zagłosowała? Skakać, śpiewać, robić z siebie większego głupa. Kobieta odpowiedziała. Ja głosuję tylko na PiS, a Pan nie jest w PiSie. No to wkurzyłem się i jej trochę nagadałem. Nie jestem w PiSie bo to jest partia socjalistyczna, socjalna i jaki tu by nie użyć synonim znaczy to samo.  A to (socjalizm) jest sprzeczny z Biblią, z Ewangelią – nauką Chrystusa. Państwo nie ma prawa mi zabrać złotówkę, aby tę złotówkę dać drugiej osobie. Bo po pierwsze nigdy ta moja złotówka nie zostanie w pełni dana. Po drodze zjedzą ją podatki, koszty urzędników itd. W konsekwencji tego niby obdarowany (końcowy beneficjent)  otrzyma około 1/2 mojej złotówki.  Po drugie państwo nie wie gdzie i kiedy dać tę moją okradzioną złotówkę. Po trzecie, każde dłuższe wsparcie socjalne robi z człowieka nieroba. A każdy z nas jest stworzony do pracy – homo laborens. A po czwarte to wolny akt mojego serca podpowie mi, komu i ile dać tych złotówek. I ja w tym nie potrzebuję żadnych pośredników i tak pomagam innym i a jeszcze inni nie muszą o tym wiedzieć. Tego uczy mnie Chrystus. Mam nadzieję, że spojrzenie się nieco zmieni, bo pomagać trzeba, a szczególnie dzieciom, które powinny skupiać się na nauce a nie na szukaniu chleba.

I tak trwała dyskusja bez sensu, co Gowin, co Kaczyński. Ale pod koniec znowu nie wytrzymałem, jak zaczęła mi mówić, że PiS jest najlepszy, że zamach, biedny Lechu itd. Zapytałem ją jedną rzecz. Czy wie Pani, kto podpisał Traktat Lizboński, a przez to dokonał jeden z największych zdrad w historii Narodu Polskiego? Czy zdaje sobie Pani jakie będą w najbliższej przyszłości tego konsekwencję. Kto podpisał Gowin czy Kaczyński? Jedynym krokiem do zatrzymania tej zdrady, jest wygranie wyborów w następnym roku i zmiana Konstytucji. Ja sobie w życiu poradzę, wielu też, ale jeszcze wielu nie i to będzie holokaust na Narodzie Polskim! Nie wiem czy ta pani mnie zrozumiała, nie musi wcale na mnie głosować, ale to ona poniesie konsekwencje, oczywiście jak dożyje.

Na drugi dzień przyjechała znajoma z Wrocławia. Chce na mnie głosować. Ale hola hola, ja kandyduję na Radnego Legnicy nie do Europarlamentu jak w maju. Tak więc nie zagłosujesz, ale dzięki za wsparcie. Zaczęła mówić o nadziei i zapytała się, czy znam Franciszka Pałkę. Odpowiedziałem jej. Jakiś rzeźbiarz, obok mnie jest skwerek z jego nazwiskiem i zzieleniałym św. Franciszkiem. Pokazała mi zdjęcia na swoim telefonie komórkowym, mówiła, że są jakieś prorocze. A ja jej mówię, nie bądźmy naiwni. Chrystusa, jako Syna Bożego nie słuchali i nadal nie słuchają, to Paszyna grzesznika posłuchają? Zresztą teraz jestem tylko informatykiem. Jednym z wielu.

WP_20140930_008 WP_20140930_009

 

 

 

 

 

 

Kurier Legnicki – sprawdzamy kandydata

Zachęcam do przeczytania wywiadu w Kurierze Legnickim.

http://kurier-legnicki.pl/2014/11/sprawdzamy-kandydata-do-legnickiego-samorzadu-pawel-paszyn/

– Dlaczego zdecydował się Pan ubiegać o mandat radnego w legnickim samorządzie?

– Odpowiedź jest banalnie prosta, bo razem z mieszkańcami, wspólnie chcemy zmieniać nasze miasto i naszą dzielnicę. Oczywiście najlepiej znam problemy Śródmieścia, gdzie mieszkam, ale widzę także wiele problemów w innych częściach Legnicy, które obecna władza bagatelizuje albo nie potrafi ich rozwiązać.

– Proszę o konkretne przykłady.

– W rozmowach z sąsiadami czy znajomymi właśnie ze Śródmieścia coraz częściej słyszę, że jest to zapomniana dzielnica przez obecne władze miasta. I niestety muszę im przyznać rację. Dostrzegamy w tym rejonie Legnicy wiele problemów. Często bardzo prozaicznych. Choćby nasze śmietniki, które są przy drodze krajowej 94. Czy pomysłodawcy hasła ?Legnica, z nią zawsze po drodze? taki obraz miasta mieli na myśli? Wszak wiele osób przejeżdża samochodem przez Legnicę i taki obraz miasta pozostaje w ich pamięci. Chcemy, aby ten prosty problem został jak najszybciej rozwiązany. Chodzi także o to, aby nasze miasto dbało nie tylko o wielkie rzeczy, często strategiczne, ale również o bardzo proste, choćby jak wspomniane śmietniki. Warto zwrócić uwagę także na inny problem. Dbałość o własność mieszkańców. Przykładem jest niszczejący budynek na rogu ulicy Senatorskiej i Piastowskiej, który jest zalewany, ochlapywany wodą z jezdni przez jadące samochody. To jest budynek wspólnoty, ale jeśli miasto coś psuje to powinno to naprawić. Tak jest w tym przypadku. Wystarczy postawić tam barierkę i budynek będzie zabezpieczony przed zalewaniem wodą z ulicy, która jest krzywa i dziurawa.

– To wydają się dość prozaiczne problemy, małej wagi.

– Zgoda, ale z takich małych i często właśnie banalnych kłopotów składa się nasze życie, codzienność. Ja chciałbym to zmienić, żeby codzienność raczej kojarzyła się z przyjemnościami, a nie problemami.

– Czyli interesują pana sprawy codzienne, prozaiczne, ludzkie.

– Zdecydowanie tak. Dlatego moim sztandarowym postulatem wyborczym jest stały i bezpośredni kontakt z obywatelami. Chcę się z nimi spotykać, aby szybko, sprawnie i skutecznie rozwiązywać nasze problemy. Jeśli zostanę wybrany radnym będę chciał spotykać się z mieszkańcami Legnicy jak najczęściej. Będę do ich dyspozycji, a nie od święta albo przed wyborami.

– To nie brzmi jak deklaracja polityczna na wybory samorządowe, gdy kandydaci mówią o wielkich planach i swoich wizjach.

– Bo ja nie jestem politykiem, ale mieszkańcem Legnicy, który chce jak zwykły człowiek żeby jego dzielnica i miasto były ładne, przyjazne, dobrze zarządzane, czyste itd. Wiem, że dla wielu polityków to dyrdymały, ale dla mnie to jest istotą radnego i lokalnej władzy.

– Wobec tego jakie sprawy są dla Legnicy do załatwienia globalnie? Od zaraz. Czy widzi je Pan?

– Niestety tych spraw jest bardzo, bardzo wiele. Jedna z najważniejszych to dziurawe drogi i chodniki. Nawet w centrum. Podobnie albo gorzej jest także w innych rejonach. Tabliczki z informacją dla przechodniów, aby uważali, bo nawierzchnia jest krzywa pokazują tylko, że władza zabezpiecza się przed procesami. Legniczanie nie są ślepi widzą dziurawe chodniki. I widzą, że przypomina to raczej ruinę niż miasto w środku Europy, w Unii Europejskiej, gdzie domy się sypią w oczach albo są rozbierane żeby nikt tego nie widział. Jak na Zakaczawiu. Chciałbym się skupić na prostszych rzeczach, aby potem móc przejść do tych trudniejszych.

– Proszę o kolejne przykłady.

– Chciałbym na przykład wprowadzać oszczędności, ale racjonalne czyli zdroworozsądkowe. Dlatego wszystkie urzędy, szkoły, gminne instytucje chciałbym połączyć światłowodem w jedną miejską sieć. Żeby między tymi urzędami, instytucjami była darmowa komunikacja teleinformatyczna. To będzie naturalnie kosztować, ale bardzo szybko da ogromne oszczędności, ponieważ rozmowy telefoniczne, video konferencje pomiędzy jednostkami nie będą generować żadnych kosztów. Takie rzeczy mogą usprawnić działanie nie tylko samym urzędnikom, ale też mieszkańcom Legnicy.

– Czy jako opozycja za co krytykowałby Pan obecne władze czyli prezydenta i radnych?

– Niestety można napisać na ten temat chyba nawet książkę, ale dam kilka przykładów. Pierwszy czyli za powolne działanie, za ciągnąc się remonty, dwuznaczne sytuacje, zaniedbywanie na przykład mojego Śródmieścia czy Zakaczawia, a pielęgnowanie Osiedla Wierzbiak, gdzie mieszka prezydent i nie tylko. Nie chcę się znęcać właśnie politycznie w tej sprawie, wolę żeby ocenili to wyborcy i zrobią to już 16 listopada.

– Czy w głosie opozycji znalazłoby się także dobre słowo.

– Oczywiście, bo jestem krytyczny, ale nie krytykancki. Dlatego trzeba powiedzieć, że część Legnicy pięknieje, ale szkoda, że tak wolno i na tak małym obszarze. Można powiedzieć o dofinansowywaniu szkół, wspieraniu szkolnych boisk czy remontach, ale żałuję, że są to wyborcze inwestycje przed samymi wyborami. Taka krytyka może być twórcza, bo przecież Legnica jest naszą wspólną pasją.

Opozycja, która jest krytyczna jest twórcza. Chcę podkreślić, że jest to nasza wspólna cała Legnica, wspólna pasja.

– A kim jest prywatnie nowy, młody kandydat. Proszę się przedstawić Czytelnikom ?Kuriera?.
– Nazywam się Paweł Stefan Paszyn urodziłem się 10 kwietnia 1976 roku w Legnicy, jako czwarte dziecko w rodzinie. Mój ojciec Stefan był legnickim przedsiębiorcą, prowadził warsztat krawiecki i kuśnierski, a moja mama była kierownikiem zakładów dziewiarskich Milana. Urodziłem się w rodzinie chrześcijańskiej. Z wykształcenie jestem teologiem i informatykiem. A na co dzień jestem szczęśliwym mężem i ojcem czterech, pięknych córeczek.

– Dziękuję bardzo za rozmowę.

– Dziękuję bardzo

[Rozmawiał Artur Kowalczyk]
Kurier Legnicki

Paszyn_Pawel_mx

Gowin popiera Swakonia i Paszyna

W czwartkowe popołudnie przyjechał do Legnicy, Prezes Partii Polska Razem Jarosław Gowin. Przybył z wyborczym wsparciem dla Jacka Swakonia, Pawła Paszyna – członków Polski Razem oraz Artura Najdeckiego i Joanny Śliwińskiej-Łokaj – członków Solidarnej Polski. Przyjechał jako lider zjednoczonej prawicy. Przyjechał jako człowiek, który przejrzał na oczy i odszedł z PO w proteście przeciwko przeradzaniu się Platformy w bezideową partię władzy.

Takich ludzi cenię, którzy umieją i potrafią przyznać się do błędów. Cenię go za to, że bardziej zależy mu na Polsce niż na swojej karierze. I wczoraj widziałem w nim, prawdziwość jego słów. A to nie jest łatwe, być osobą publiczną i ukazywać swoją szczerość i prostotę. Każda zmiana ku dobru i miłości świadczy o wielkości każdego człowieka.

Jacek Swakoń – lider legnickich struktur Polski Razem, jest kandydatem do sejmiku z listy PIS. Jego hasłem jest „ostatni na liście, pierwszy w działaniu”. Mam nadzieję, że będzie mógł działać dla naszego regionu, tego mu życzę.

Polska Razem! Polska jest naszym wspólnym domem!

Polsko, ojczyzno moja, gdzie Ty jesteś? Czy Ty jeszcze jesteś? Poczekaj, proszę. Nie odchodź!

Jest nadzieja, coraz więcej ludzi przejrzewa na oczy. To początek ich wolności. Najpierw trzeba być świadomym, mieć idee, aby później sprawnie działać dla wspólnego dobra!

gowin konferencja fot. jagoda balicka1 gowin konferencja fot. jagoda balicka2

 

Jeden ojciec znaczy więcej niż stu nauczycieli

ojciec_dzieckoPierwszymi i najważniejszymi nauczycielami są rodzice: matka i ojciec. To od nich dziecko od najmłodszych lat uczy się na całe swoje życie, kim być i jak postępować. Oni są wzorcem dla swoich dzieci. Dziecko od urodzenia jest jak gąbka. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym ….    Każdy zna to przysłowie. Żeby wychować dziecko na dobrego i porządnego, i inteligentnego człowieka, potrzeba tylko jednej rzeczy. Miłości rodziców. Nie potrzeba słów, potrzeba przykładu. Dziecko najlepiej rozpozna w swoich rodzicach, ich szczerość i prawdziwość. Mężczyzna i kobieta najpierw muszą ukochać siebie nawzajem, a potem swoje potomstwo.  Można ukończyć najlepsze studia na świecie, znać wiele języków, grać na wszystkich instrumentach, być milionerem, ale jak miłości nie masz, jesteś nikim.  Akurat ja miałem szczęście i urodziłem się w kochającej rodzinie. Wierna miłość mojego ojca i mojej matki oraz ich poświęcenie, było najpiękniejszym motorem do samorozwoju. Urodziłem się w rodzinie, gdzie było cierpienie i ból, spowodowany wypadkiem samochodowym i następstwami – wieloma chorobami. Mój ojciec długo przed moim narodzeniem, mający już trójkę dzieci był bardzo przedsiębiorczy. Z zawodu był krawcem. Miał swój zakład krawiecki, oprócz tego ze wspólnikiem, na wsi pod Legnicą, utworzyli fermę kurcząt – brojlerów. Pewnego dnia wracając do domu z fermy, jadąc na motorze na głównej drodze w Legnicy, wjechał w niego z boku, z ulicy podporządkowanej samochód – stara warszawa. Kierowcą samochodu okazał się pijany milicjant, ubek. Wypadek był na tyle mocny i silny, że ledwo co uszedł z życiem. W szpitalu przeleżał kilkanaście miesięcy, a jego nogę musieli od początku składać itd. Miał wtedy żonę i trójkę kilkuletnich dzieci, mojego brata i moje dwie siostry. Chciał najlepiej dla swojej rodziny. Jego pracowitość, jego poświęcenie, jego miłość, jego wierność, jego wiara w Boga od młodości jest dla mnie wzorem. Teraz od wielu lat czuję jego obecność i wiem, że ojców mam tylko dwóch: Boga  i jego, który teraz razem z Nim przebywa. Aby być święty, nie potrzeba beatyfikacji i kanonizacji. Każdy z nas może być święty, tylko potrzeba jednego, potrzeba kochać. Człowiek jest powołany z miłości do miłości.

Wszystkiego najlepszego wszystkim pedagogom i belfrom! Dziś Dzień Edukacji Narodowej. Dzień szacunku dla drugiego człowieka, dla każdego, kto daje coś z siebie, aby przekazać wiedzę i mądrość życiową. Niestety w szkołach coraz więcej jest wybiórczej wiedzy opartej na schematach i testach, poziom niższy a o mądrości życiowej cokolwiek trudno się dowiedzieć.

Ale wróćmy teraz do dzisiejszego święta. Jak trudno dzisiaj o dobrych i mądrych nauczycieli. Ile w tym zawodzie jest osób, które nie mają charyzmy i poświęcenia, które nie poszukują prawdy i mądrości życiowej. Tylko jak małpki lecą z narzuconym programem, aby zdążyć i przygotować klasę do testów, które są kilka tygodni wcześniej niż zakończenie szkolnego roku. Bo słupki są dziś najważniejsze. Przecież każdy chwali się, jaką ma zdawalność testów, egzaminów i matur. Tylko to się liczy. Syntetyka bez analityki prowadzi w kozi róg.

A co w naszej Legnicy. Kiedyś uczyłem w szkole religii i informatyki w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Legnicy, jestem nauczycielem mianowanym. I wiem, że nauczyciel to trudny kawałek chleba. Miałem i tak o wiele łatwiej niż większość, uczyłem dorosłych. Miałem najlepszą pracownie komputerową, serwery i komputery, pierwsze laptopy, projektory i tablice interaktywne w Legnicy. Oto dbał mój dyrektor Andrzej Zychowicz. Kto chciał uczył się, kto nie, to tylko była jego strata. Nic na siłę. Za darmo mógł poznawać tajniki wiedzy informatycznej. Ale niestety duża część ludzi, słuchaczy nie umiała szanować i doceniać takich możliwości. Może jakby płacili, to wtedy zrozumieliby, że nic nie ma za darmo, że trzeba najpierw coś dać z siebie, a potem wymagać od innych. Nic nikomu się nie należy.

Później zmienił się dyrektor. Ale moje rady i pomysły utworzenia największej zawodowej szkoły w regionie i chęć pisania projektów unijnych pozyskania funduszy,  nie zostały uznane. Iluż jest licencjatów i magistrów, jak łatwo skończyć jakiekolwiek studia. Rząd tworzy z naszych podatków tysiące bezrobotnych magistrów. A brakuje dobrych fachowców, czeladników.

Nie będę chwalił się, jakie skończyłem studia, jakie podyplomówki, jakie kursy. Papier wszystko przyjmie.

Ale pochwalę się jednym papierem, który niespodziewanie otrzymałem od kursantów w tym roku. To jest najlepsza nagroda i motywacja, jak ktoś doceni i umie zwyczajnie i prosto, i szczerze powiedzieć: DZIĘKUJĘ.

Dyplom Paszyna

Dyplom Paszyna

Jeden kochający i wymagający ojciec znaczy więcej niż stu nauczycieli, doktorów i profesorów.

Kampania rozpoczęta

Kampania rozpoczęta, pierwsze plakaty rozklejone. Moje hasło: „CZAS NA MŁODYCH, CZAS NA ZMIANY!” Dziś wieczorem rozkleiłem pierwszą turę plakatów. Promuję siebie samego, bo tylko za siebie ręczę, nie za partię. W każdej partii czy to lewicowej czy prawicowej jest tak bardzo podobnie. Zresztą są to wybory samorządowe i co do nich mają jakieś tam partie. Głosujmy na ludzi, na konkretnych ludzi!

Właśnie. A jak będzie startował gej, to czy katolik może na niego głosować w wyborach samorządowych? A jak będzie startował rozwodnik czy prowadzący niemoralne życie czy chrześcijanin może na niego głosować w wyborach samorządowych? Oczywiście, że tak i nawet jak zagłosuje, to nie zgrzeszy. Dlaczego?

Wybory samorządowe cechują się innymi prawami. Wybrańcy do Rady Miasta, Sejmików i innych urzędów samorządowych nie tworzą prawa krajowego czy unijnego. Nie decydują np. czy geje mogą adoptować dzieci albo czy niemoralni rozwodnicy chcą wprowadzić do szkół dla dzieci jak mają się masturbować, itd.

Chory kraj, chory system. A przez to w wyborach samorządowych ważną rolę odgrywają partie. Czyli listy każdej partii są układane irracjonalnie i z góry. Oczywiście bardzo często dominują układy kto i na jakim miejscu. Niestety bardzo często te osoby (jedynki i dwójki itd.) powinny być na listach albo na tyłach albo powinny całkowicie zniknąć z list, bo np. przez ostatni okres nic nie zrobiły dla miasta i jego mieszkańców. Dotyczy to każdej partii, komitetu, który startuje w Legnicy. Często też osoby będące w partii czy jakimś komitecie nie działają, a później nagle pojawiają się jak grzyby po deszczu. Ja też jestem zdziwiony, że na liście PIS w moim okręgu startuje osoba, która nie powinna tam się znaleźć. Jeżeli ktoś kiedyś przynależał do innych partii i podejmował nieprawicowe albo dwuznaczne decyzje, np. był za pozostawieniem pomnika na Placu Słowiańskim – symbolu kłamstwa to jakim prawem moralnym startuje z listy legnickiej PIS, na tak wysokiej pozycji. Przecież legnicki PIS chce m.in. usunąć ten pomnik? Konflikt interesów. Albo nagle miesiąc przed wyborami znikąd pojawia się kandydat na Radnego czy Prezydenta Legnicy? Co jest ważniejsze osoba czy szyld partii? Na kogo głosujesz na partię czy na osobę? Każda partia to …

Przerasta mnie głupota wielu! Przecież, żeby wygrać wybory w tym mieście, to trzeba silnie i wspólnie pracować przez całą kadencję. Mieć nieustanny kontakt z ludźmi. Pokazywać, że my możemy zrobić to lepiej niż obecna władza. Krytykować twórczo! Np. Krzakowski zrobił nowy deptak w parku. Bardzo dobrze, że zrobił deptak (klaskamy mu brawo, a on zdziwiony i podniecony strzela rogala – uśmiech). Tylko dlaczego do połowy? (zadajemy mu pytanie, a on prostuje swojego rogala). Czyżby zabrakło pieniędzy publicznych, to może Krzakowski podniesienie podatki, tak bardzo w tym jest dobry (sarkazm, on zawęża rogala). Ale jakbyśmy rządzili w mieście, to najpierw uzbieralibyśmy całą kwotę i zaczęlibyśmy robić ten deptak, ale cały. Ale prace budowlane zaczęlibyśmy robić od końca, od wałów do początku drogi. A tak to Krzakowski zrobił  od początku do połowy, jak będzie robił drugą połowę to ciężarówki z kamieniami, polbrukiem itd. będą musiały przejeżdżać po nowej drodze a wtedy może dojść do jej uszkodzenia. Decyzja Krzakowskiego w sprawie tej budowy jest nieprzemyślana i bezsensowna. Jak do tego dodamy większe i pilniejsze potrzeby naprawy innych dróg w Legnicy, to możemy polemizować o priorytetach, robiąc wspólnie wizje lokalne.  I takim sposobem Krzakowski straci swojego rogala – czyli uśmiech, pewność siebie, co on to nie jest.   Oczywiście Krzakowski będzie się bronił, kiedy ta sprawa trafi do legnickich mediów. A wtedy wyciągamy królika z kapelusza i 1:0 dla nas, a może walkower.

Ale kto to ma zrobić, Radni bezradni? Wszystko trzeba wypracować, nic nie robi się samo, oczywiście można modlić się, ale to nie wystarcza, bo Bóg dał człowiekowi rozum, dwie ręce i trzeba najpierw dać coś z siebie, a później wymagać od innych i od Boga.

Dlatego bardzo ważne jest, aby głosować na ludzi, którym można zaufać, którzy potrafią działać nie tylko dla siebie, ale też dla innych w lokalnej społeczności. Nie ważne jest  czy dana osoba jest religijna czy też nie. Ważne jest, aby była szczera i umiała współdziałać ze wszystkimi mieszkańcami. Nie może być kłamcą i nie może w tym wszystkim szukać siebie, swoich przywilejów i dodatkowego dochodu. Bo jeżeli ktoś idzie do polityki dla kariery, dla kasy, to tak mamy, jak mamy. I nigdy nie będzie dobrze.

Wieczorem jak rozklejałem plakaty, przy okazji rozmawiałem z jednym emerytem i dwoma policjantami.

– Co Pan chce zmienić w tym mieście? –  Zapytał się emeryt.
– Władzę, która starzeje się, nie dowidzi, nie dosłyszy jakie są potrzeby społeczeństwa Legnicy – odpowiedziałem
– Nic Pan nie zmieni, jest coraz gorzej –  dodał dystyngowany emeryt.- Dlatego trzeba pozbyć się komunistów, karierowiczów, ludzi z układu – dodałem.
– Panie w komunie było o wiele lepiej niż jest teraz. Stać mnie było wyjechać nad morze, stać mnie było na wiele rzeczy, a co teraz mamy w tym kapitalizmie i demokracji – obruszony dodał –  brak pracy, brak perspektyw dla młodych, złodziejstwo, a my mamy marne emerytury.
– Tak to jest prawda, pod tym względem było lepiej – przyznałem mu rację i dodałem – Pamiętam jak moja mama była kierowniczką Milany, zarządzała około setką ludzi i nawet była bezpartyjna. Za dobrą pracę i wszystkie wykonane plany dostawała nagrody, dyplomy, medale, premie. Jeździliśmy co roku na wczasy. A teraz ile musimy się napracować, aby gdziekolwiek pojechać. Ceny kosmiczne a pensje od lat takie same. Coraz więcej pracy, a pensje niezmienione. Jest coraz gorzej. Dlatego staram się nie narzekać, tylko chcę działać dla dobra swojego i Twojego.
– Panu dobrze z oczu patrzy. Powodzenia.
– Dziękuję.

Później jeszcze spotkałem dwóch policjantów z prewencji. Zdziwili się bardzo, że zostawiłem otwarty  samochód i od niego odszedłem.

– Dobry wieczór. To Pański samochód? – Zapytali policjanci.
– Tak mój – odpowiedziałem.- Dlaczego Pan ma niezamknięty i uruchomiony samochód. Czy Pan chce stracić swój samochód. Przecież tu w Legnicy wszystko kradną.
– Ja tylko zostawiłem na minutę, bo właśnie kleiłem tam plakaty – zacząłem się tłumaczyć.
– Panie, tu w Legnicy wystarczy moment i auto znika, albo coś z auta. Skąd Pan jest?
– Jestem z Legnicy – odpowiedziałem.
– I nie wie Pan, że tu jest coraz gorzej, młodzi nie mają pracy,  kradną, piją i to w całej Legnicy. Dawniej to tylko było na Zakaczawiu, a teraz wszędzie jest tak samo.
– To trzeba to zmienić? – stanowczo zapytałem
– Nic Pan nie zmieni, jest coraz gorzej, ci co mają kasę i układy to mają coraz większe, a inni są biedniejsi. Coraz większe jest rozwarstwienie w społeczeństwie.
– Tak, to prawda. Władza ta sama od wielu lat i nie dostrzega najistotniejszych problemów. A co byście zrobili, aby zmienić.
– Zburzyć i wszystko rozpocząć od nowa. My jesteśmy apolityczni, ale bardzo dobrze widzimy jakie są układy,  co się dzieje i jak ludzie żyją.
– Tak, potrzeba twardego resetu. Dobrej nocy – powiedziałem.
– Dobranoc.

Wracając do domu, do moich pięknych pięciu kobietek, przypomniałem sobie jedną z ostatnich rozmów z moim kolegą informatykiem, pracującym w jednym dużym mieście, w jednym z największych urzędów.

Opowiadał mi jak działają politycy i to wszystkich partii a szczególnie dzisiaj rządzący w Polsce, jak dzielą pieniądze unijne, jak robią przetargi i różne przekręty. Powiedział mi jedną istotną puentę.

„Jak tu zrobić, aby te wszystkie urzędy wysadzić w powietrze, ale przy tym ludzi nie pozabijać. Aby wszystko rozpocząć od nowa, zrobić taki twardy reset.”

Nic nie odpowiedziałem. Niestety świat dąży do nieuniknionej wojny. Fanatyzm religijny, egoizm, zachłanność i chciwość ludzka to pierwszy krok do zabicia drugiego bliźniego, a potem już wielu milionów ludzi. Bariera już została przekroczona.
Problem tkwi w sercach wielu ludzi a potem w ich mózgach. Najpierw zróbmy miękki reset i popatrzmy na swoje życie i odpowiedzmy sobie na pytanie, co ja mogę dać drugiemu bliźniemu ? Coś z siebie.
Nie narzekaj, nie zazdrość i dużo uśmiechaj się. A może potem dasz z siebie nieco więcej.

paszyn_radny_2_b2 paszyn_radny_b2