Wywiad z Kanadyjczykiem

Wracając z sobotniej Konwencji Wyborczej z Wrocławia, wstąpiłem do mojego bratanka, który mieszka we Wrocławiu. Marcin jest Kanadyjczykiem (urodził się w Kanadzie), oczywiście rodziców ma Polaków. Skończył w zeszłym roku stomatologię w swoim języku ang., a teraz odbywa praktyki na Akademii Medycznej. Nagrałem krótki filmik, w którym przeprowadziłem wywiad. Zapytałem się jego, co mu podoba się w Polsce, a co chciałby zmienić.

Z naszej  spontanicznej rozmowy wyszło, że podobają mu się Polki, że są ładniejsze niż dziewczyny w Kanadzie. Poza dziewczynami, powiedział, że mamy dobrą i lepszą żywność niż jest Kanadzie (jeszcze, póki GMO ją nie opanuje). Niestety do minusów zaliczył bardzo dużą biurokrację, że bardzo trudno i długo załatwić cokolwiek.  Jestem ciekaw, co on takiego załatwiał jako student czy praktykant, bo skoro mówi to on, to co dopiero by powiedział jakiś przedsiębiorca. Poniżej filmik.

Wracając z Wrocławia autostradą, nawiązując do tematu „biurokracja w Polsce” poruszonego przez Marcina, chciałbym napisać kilka zdań o tym na konkretnym przykładzie.

Jeden znajomy opowiedział mi historię, jak u nas w Polsce traktuje się drobnych przedsiębiorców.

Przy autostradzie A4 z Wrocławia do Legnicy, na 129,5 km, po prawej stronie jest parking. Kilka lat temu przez dobrych parę czy nawet paręnaście lat stał sobie domek, a w nim restauracja FILIPEK. Każdy, kto zatrzymywał się, mógł wypić gorącą herbatę, coś zjeść itd. Prowadzili go znajomi mojego znajomego. Przyszedł czas, że otrzymali od wrocławskich urzędników z Krajowych Dróg i Autostrad wypowiedzenie. FILIPEK miał zostać w przeciągu kilku miesięcy zamknięty, bo ten teren miał pójść na przetarg. Po wielu bojach, w ostateczności FILIPEK został zrównany z ziemią. Teraz jest tam tylko sam plac. Mijają miesiące, ale teren dalej stoi pusty. Ludzie nadal zatrzymują tam swoje pojazdy, ale już nie mogą skorzystać z ciepłego jedzenie czy gorącej herbaty.

Tak nasze państwo traktuje naszych przedsiębiorców. Decyzja urzędnika jest ważniejsza niż interes ludzi.

Gdzie tu jest logika? Nawet gdyby ten teren miał pójść pod młotek, to zamknięcie baru i budowa nowego centrum gastronomicznego nie trwałaby dziesiątkami miesięcy. Przecież każdy taki miesiąc w zawieszeniu przynosi stratę dla: państwa – bo brak pobranych podatków i opłat, dzierżawcy – brak dochodu, brak rozwoju przedsiębiorstwa, utrata miejsc pracy, turysty, który chce zatrzymać się i w normalnych warunkach zwyczajnie odpocząć.

Gdzie tu jest logika w tej POLSCE pełnej biurokracji?